Recenzja #187: Polskie Supernatural [+ KONKURS]

zniwiraz

okc582adka_300dpi-337x535

Tytuł: Żniwiarz. Pusta Noc.
Autor: Paulina Hendel
Cykl: Żniwiarz #1
Wydawnictwo: Czwarta Strona

Nie lubię porównywać książek do jakiś innych dzieł, czy to filmowych czy to serialowych, czy nawet innych powieści ale jeśli myśl by porównać sama mi się nasuwa, to po prostu muszę to powiedzieć. Tak samo jest w przypadku Żniwiarza.

O co chodzi?

W powieści mamy do czynienia z różną gamą bohaterów i tak jak uwielbiam silne, pewne siebie i po prostu inteligentne heroiny, tak z Magdą miałam pewien problem. Niby jest tym typem bohaterki który lubię, jednak czegoś jej brakowało, być może pewnej cechy charakterystycznej, czegoś co wyróżniałoby ją z tłumu wszystkich tego typu postaci. Jednak na bardzo dużą uwagę zasługuje Feliks, który potrafił mnie doprowadzić do łez, przy jego dialogach nie można pozostać poważnym.

Jeśli chodzi o samo porównanie do serialu Supernatural, to pojawiło się ono w mojej głowie z powodu wątków demonów, upiorów i zjaw z którymi na swój sposób radzi sobie właśnie Magda i Feliks. Sam i Dean przechodzili przez podobne sprawy w podobny sposób i naprawdę można wyczuć ten specyficzny klimat, który łączy się tylko z tym serialem. Jednak w pewnym sensie Żniwiarz jest schematyczny i posiada jakieś swoje utarte ścieżki, ale dla tego świata duchów i zjaw, warto po powieść sięgnąć.

Autorka ma bardzo dobry styl pisania jeśli chodzi o opisy bohaterów i opisy akcji jaka się dzieje, do dopracowania są dialogi, które czasem gdzieś tam zagubiły się w bohaterach i brzmiały zbyt tandetnie.

Mówiąc szczerze, mi się podobało. Klimat jak z Supernatural mnie uwiódł i znalazłam bohatera, którego historia mnie przyciągnęła i którego bardzo polubiłam. Jestem ciekawa kolejnej części i tego jak rozwinie się sytuacja, więc… CZEKAM!

RECENZJA NA KANALE!

KONKURS NA INTAGRAMIE!

Dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona za egzemplarze.

Zuza

Recenzja #186: Call me on my cell phone + KONKURS

the call

call-300dpi-337x535

Tytuł: The Call. Wezwanie
Autor: Peadar O’Guilin
Cykl: The Call #1
Wydawnictwo: Czwarta Strona

Ta powieść jest młodzieżowa. Młodzieżowa w takim sensie, że posiada wszystkie aspekty, które powinna posiadać powieść dla młodzieży. Jednak czy to dobrze? Czy może jednak źle?

O co chodzi?

Zacznę od głównej bohaterki, która była nie dość, że nie ustępliwa co uparta i po prostu zdeterminowana. I poniekąd lubię takie postacie, które mają w sobie właśnie tą chęć działania, tę iskierkę walki, jednak coś tutaj w Nessie nie grało. Jest ona typem bohaterki niezłomnej ale pozbawionej uczuć w pewien sposób, bo zostały one tak opisane, że nie potrafiłam wejść w jej postać, w jej charakter. Niby byłam tam jako ona, ale jednak jej w pełni nie czułam. To samo tyczy się innych bohaterów. Byli w tej książce, żyli, ale brakowało im jakiejś większej kuli emocjonalnej, ale po prostu to brakowało kuli emocjonalnej.

Jednak świat przedstawiony przez autora oraz fabuła potrafi nie tyle co wciągnąć, co po prostu zdziwić swoją barwnością. Bo jest to na pewno jedna z bardziej kreatywnych książek jakie czytałam. Nasi główni bohaterowi trafiają do świata okrutnego i brutalnego, który potrafi przyprawić o ciarki, jednak też w pewnym sensie nierealistycznego. W związku z tym, że książka była porównywana do Igrzysk śmierci, trochę inaczej myślałam, że podejdą tutaj do tematu, opisując świat bardziej realistycznie z przesłaniem, że coś takiego się może wydarzyć. Jednak dostałam lekko naciągany rozwój akcji, który nie zaskakuje.

Mam trochę uwag też do stylu pisania autora, bo jest naprawdę wciągający i płynny, jednak znów, nie mam tutaj szczegółowych opisów emocji, których naprawdę mi tutaj brakowało. Jednak muszę pochwalić opisy scen walki oraz opisy samego świata Sidhe, które po prostu swoją barwnością zwalały z nóg.

Jest to zdecydowanie powieść na jeden wieczór. Powieść wciągająca, dająca się oderwać od naszej rzeczywistości, jednak nie taka po której będzie się miało kaca książkowego. Jednak właśnie chyba o to chodzi w wakacjach, by na jeden wieczór przenieść się do totalnie innej rzeczywistości, a to właśnie gwarantuje Wam The Call.

RECENZJA NA KANALE

Dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona za podesłanie powieści do recenzji ♥

Zuza

Recenzja #185: Mistrzyni tworzenia intrygujących bohaterów.

bad mommy

0006lqmkv2o9amcv-c122-f4

Tytuł: Bad Mommy. Zła mama.
Autor: Tarryn Fisher
Wydawnictwo: SQN
Premiera: 14.06.2017

Są takie książki, które zostawiają mnie totalnie bez słów. Czytam ostatnie zdanie, które wywraca moje życie do góry nogami i nagle okazuje się, że muszę całość interpretować kompletnie inaczej. Uwielbiam takie powieści.

O co chodzi?

Najgorsze jest to, że nie mogę Wam za dużo zdradzić jeśli chodzi o cokolwiek związanego z tą książką. Po prostu nie mogę ze względu na spoilery i zniszczenie zabawy związanej z odkrywaniem nowych aspektów powieści. Jednak mogę ocenić tempo rozwijanej akcji oraz napięcie, którego nie brakowało. Oczywiście nie mamy tutaj do czynienia z opowieścią, gdzie się strzelają, wszystko gna na złamanie karku a z każdej strony wybucha ogień, Bad Mommy jest dość statyczna jednak nie ujmuje to napięciu, które pojawia się pomiędzy bohaterami czy w samej wielkiej tajemnicy. Wszystko w tej książce przyciąga i po prostu ciekawi, od motywów naszej heroiny po to, kim tak naprawdę są jej sąsiedzi.

Jeśli mówimy o głównej bohaterce, czyli Fig, to bardziej intrygującej i pokręconej postaci chyba nie spotkałam. Jej umysł jest dla nas totalną zagadką, której nie da się rozwiązać do ostatniej strony. Jest w pewnym sensie tak realistyczna co mistyczna i aż niewyobrażalna z powodu tego jak się zachowuje. Czasem wydawało mi się, że ją rozumiem, a zaraz kompletnie nie wiedziałam co nią kierowało. Pozostali bohaterowie nie pozostają jej dłużni i tak samo potrafią zadziwić i totalnie zmienić bieg akcji. Takie postaci potrafi tworzyć tylko Tarryn Fisher.

Autorka posługuje się językiem dla siebie charakterystycznym, jest tajemniczy, nie zdradzający nic a do tego barwny. Dialogi pomiędzy bohaterami nie są dla niej tak ważne jak opis przemyśleń bohatera, co wychodzi jej świetnie i po prostu tworzy cały klimat powieści.

Kiedy zaczynałam czytać powieść, poczułam klimat Dziewczyny z pociągu i nie opuszczał mnie on do ostatniej strony. Dziwni, intrygujący, przejmujący bohaterowie, do tego zagadka do rozwiązania związana z ich psychiką. Tarryn jesteś moim mistrzem jeśli chodzi o kreowanie oryginalnych i wciągających światów. Nie potrafiłam się oderwać.

RECENZJA NA KANALE

Dziękuję Wydawnictwu SQN za podesłanie powieści do recenzji!

Zuza

Recenzja #184: Co ta Stephenie Meyer? + KONKURS

chemik

chemik-w-iext47985496

Tytuł: Chemik
Autor: Stephenie Meyer
Wydawnictwo: Edipress
Ilość stron: 520

Być może gdybym nie znała wcześniejszych dokonań Stephenie Meyer to nie byłam tak rozczarowana, jednak w związku z tym, że byłam wielkim fanem Zmierzchu i wciąż jestem wielkim fanem Intruza, to powieść ta dla mnie ma bardzo dużo do zarzucenia.

O co chodzi?

Zacznę od głównej bohaterki, która była jednym z większych plusów tej powieści. Potrafiła poradzić sobie w każdej sytuacji a do tego musimy dodać jej zabójczość i brutalność. Była po prostu naprawdę twardą bohaterką, tak bardzo różniącą się od wszystkich wcześniejszych tworów Meyerowej. Jednak towarzyszył jej w tym wszystkim bardzo słaby męski charakter, który nie potrafił postawić na swoim i po prostu był… pod pantoflem. Romans pomiędzy tą dwójką przebiegał lekko naciąganie, za szybko i po prostu jakoś tak… sztywno? Nie potrafiłam odnaleźć napięcia w tej relacji.

Do tego napięcia nie potrafiłam odnaleźć w samej fabule. Niby akcja jest niby coś się dzieje, jednak potem nagle wszystko znika. Zbyt duże okresy były pomiędzy danymi sytuacjami, zbyt duże odstępy czasu i rozdziałów. Bo naprawdę ale opisy teog jak główna bohaterka robi sobie śniadanie na trzech stronach, nie były potrzebne. Jednak muszę przyznać, że sama fabuła miała coś w sobie, taki element zaskoczenia, zaciekawienia i tak naprawdę przez ten element, miałam ochotę przeczytać powieść do końca.

Jeśli mówimy o stylu pisania to nie mogę nie wspomnieć o zbyt długich opisach, które były totalnie niepotrzebne i nudne. Rozkładały bez sensu akcję w czasie. Jednak dialogi były jak najbardziej w porządku, tworzyły charakter postaci i potrafiły opisać dane uczucia bohaterów.

Być może miałam wobec tej powieści, zbyt duże wymagania, w końcu sądziłam, że to Stephenie Meyer, która ma już za sobą kilka powieści i stworzy coś równie dobrego jak Intruz, z napięciem wokół bohaterów i naprawdę świetnie skonstruowanym romansem, ale niestety wyszło trochę coś innego. Ale jeśli macie ochotę na powieść na jeden wieczór to właśnie taka książka. Lekka i bez zobowiązań.

RECENZJA I ROZDANIE NA KANALE!

Dziękuję za egzemplarz wydawnictwu Edipresse.

Zuza

Recenzja #183: Nie oceniaj książki po okładce.

rozyspak

Kathleen Glasgow_Dziewczyna w rozsypce grzbiet 27 mm DRUK.indd

Tytuł: Dziewczyna w rozsypce
Autor: Kathleen Glasgow
Wydawnictwo: Jaguar

Znacie to uczucie, gdy oceniacie książkę po okładce? A potem okazuje się, że ta powieść, jest tak dobra, że aż brak słów? I jest ci przykro, że oprawa, nie równa się treść? Właśnie tak jest w tym przypadku.

O co chodzi?

Zacznę od tego, że naprawdę nie wiedziałam czego się spodziewać. Wiedziałam, że to nie będzie łatwa powieść, taka co nie będzie miała impaktu na moje życie, ale nie spodziewałam się bomby, która rozwali mój świat na kawałki. Powieść jest przez to podobna do Ponad wszystko czy Wszystkich jasnych miejsc i ja nie mam tak naprawdę słów by opisać moje uczucia. Jestem po niej dość mocno sponiewierana i po prostu łaknąca więcej. Więcej tej niesamowitej realności i zaprezentowania człowieka skrzywdzonego i zniszczonego wewnętrznie, który musi od początku odbudować swoje życie. Coś niesamowitego!

Główna bohaterka jest zniszczoną psychicznie dziewczyną, która musi się odnaleźć w przytłaczającej ją realności. Do tego wcale nie pomaga jej, jej naiwność wobec innych ludzi oraz łatwość w manipulacji nią. Jednak od razu powiem, że początkowo jej nie lubiłam, dopiero z czasem, potrafiłam zobaczyć w niej kogoś ludzkiego, szukającego pomocy i zagubionego. Towarzyszy jej przy tym postać męska, która nie powinna mnie interesować, bo była jeszcze bardziej zniszczona od głównej bohaterki, jednak była równocześnie przyciągająca i hipnotyzująca, nie dało się od niego oderwać.

Autorka posługuje się świetnym językiem, nie tyle co młodzieżowym co dojrzałym i po prostu idealnie dobranym. Jednak ostrzegam, w tej książce pojawia się duża dawka brutalności oraz przekleństw, dla osób ze słabymi nerwami zdecydowanie jej nie polecam.

Ja jestem z lekka sponiewierana, bo tak jak autorka zniszczyła moją duszę, odbudowała ją a potem zniszczyła i jeszcze raz odbudowała, to tylko zdarzyło mi się przy okazji Wszystkich jasnych miejsc. Prawdą jest, że ta książka daje dużo nadziei, daje pewną myśl, że nie wszystko jest stracone i to jest w niej piękne.

RECENZJA NA KANALE!

Dziękuję wydawnictwu Jaguar za podesłanie egzemplarza do recenzji!

Zuza

Recenzja #184: Okłamali mnie.

ksiega kłamstw

26

Tytuł: Księga kłamstw
Autor: Teri Terry
Wydawnictwo: Młody Book (Sonia Draga)

Niby lubię powieści, które mnie zaskakują. Jednak jeśli książka reklamowana jest jako thriller dla młodzieży a potem okazuje się fantastyką to niestety ale uważam, że jest to zły typ zaskoczenia. Takiego, że tak powiem – zaskoczenia wywołanego niedomówieniem.

O co chodzi?

Nie wiem jak to się stało, ale z naprawdę świetnie skonstruowanej fabuły na naprawdę niesztampowy, oryginalny pomysł, zostało nic… Gdzieś tam w powieści pojawił się wątek fantastyczny, które przejął kontrolę nad historią i przez to okazała się ona naprawdę powtarzalna i zwykła. Niestety. Rozwiązania zastosowane przez autorkę są wszystkim znane, a sam motyw dobrej i złej bliźniaczki pojawiał się już nie raz (przy okazji Proroctwa sióstr na przykład). Do tego nie muszę chyba dodawać, że wątek romantyczny naprawdę okazał się średni a zakończenie, które powinno szokować, było kolejny raz… do przewidzenia.

Jednak powieść ma swoje dobre strony, bo autorka naprawdę potrafi konstruować nie tylko napięcie ale też bohaterów. Nasze bliźniaczki są naprawdę różne i to nie tylko dlatego, że dorastały w totalnie innych warunkach ale także z powodu ich odmiennego podejścia do życia. Quinn, dorastająca w nędzy, potrafi docenić każdą dobroć i czerpać z życia garściami, Piper natomiast, początkowo w porządku, okazała się dość zadufana w sobie, jednak też świetnie skonstruowana. Polubiłam obie, jednak w jakiś dziwny sposób, bardziej ta druga do mnie przemówiła.

Autorka posługuje się młodzieżowym językiem ale z domieszką dorosłości, dlatego nawet osobie dorosłej będzie się świetnie tę książkę czytać. Jest napisana naprawdę dobrze, bo wciąga i przykuwa do kartek, ale te wątek fantastyczny….

Nie potrafię dobrze ocenić tej powieści, ale to dlatego, że spodziewałam się naprawdę dobrego thrillera, a dostałam średnią powieść fantastyczną. Gdyby autorka pozostała w konwencji kryminalno-horrorowej, to naprawdę wyszłoby z tego coś świetnego i oryginalnego a tak… to powieść jak każda inna, chociaż naprawdę potrafi wciągnąć.

RECENZJA NA KANALE!

Dziękuję Wydawnictwu Młody Book za powieść!

Zuza

Recenzja #182: Granica normalności?

muzyka

Tytuł: Przerwana lekcja muzyki
Autor: Susanna Kaysen
Wydawnictwo: Replika
Ilość stron: 200

Mało książek zostawia mnie bez słowa. Tak naprawdę o każdej jednej mogę napisać milion rozprawek i esejów, jednak czasem zdarzają się takie, że nic nie potrafię z nimi zrobić, że nie wiem gdzie podziać myśli, gdzie podziać siebie i co powiedzieć. A to właśnie jest taka powieść.

O co chodzi?

Mieszkasz w szpitalu psychiatrycznym, ale czy tak naprawdę jesteś chory? Nasza główna bohaterka nie wie tego na pewno. Nie wie do końca co jej dolega, jednak spędza w szpitalu około dwóch lat. Susanna tak naprawdę prowadzi całą historię w formie pamiętnika, który dodaje realności, oczywiście, ale też pod wieloma względami przeraża, bo w pewnym momencie naprawdę uświadamiamy sobie, że to się działo naprawdę. Jednak co tak naprawdę jest prawdą a co kłamstwem? Czy to my jesteśmy chorzy, główna bohaterka czy lekarze? Tak naprawdę nie potrafię odpowiedzieć na te pytania i znaleźć jednej sensowej odpowiedzi.

W tej powieści roi się od znaków zapytania, jednak są to znaki zapytania, które kierują nas w stronę rozmyślań i szukania odpowiedzi. Nie potrafię stwierdzić czy lubię takie typy książek, bo wolę niektórych pytań sobie nie zadawać, a jednak ta powieść każe mi to robić. Każe pytać, podpytać, przypuszczać i tworzyć coraz to nowe rozwiązania. Nie wiem czy jako młoda osoba powinnam w ogóle sobie zadawać takie pytania. Gdzie tak naprawdę jest granica normalności? Człowieczeństwa? Nie lubimy niewygodnych pytań a takie właśnie pojawiają się w tej powieści. Nie jest to jedna z książek, które można odłożyć i zapomnieć to totalnie coś innego, coś co mogłoby uchodzić za lekturę licealną.

Autorka posługuje się naprawdę prostym językiem, co oczywiście dodaje realności i pokazuje, że to naprawdę pisała zwykła osoba. Dialogi i całość prowadzona jest naprawdę dobrze i wartko, jednak autorka przez jedno zdanie, potrafiła zadać więcej pytań niż niejeden autor.

Jestem pod wrażeniem, realności jak i po prostu wszystkiego. Powieść zostawiła mnie bez słów i niestety nie potrafię stwierdzić czy jest to coś wartego przeczytania czy nie. Ja jestem nastawiona z lekka negatywnie z powodu tylu pytań, które pojawiły mi się w głowie, a których nie chciałam sobie zadawać, jednak właśnie ze względu na to powieść jest bardzo ale to bardzo dobra. Sami musicie zdecydować czy chcecie to przeżyć.

RECENZJA NA KANALE:

Dziękuję Wydawnictwu Replika za podesłanie egz. do recenzji 🙂

Zuza