Recenzja #173: Lubię dobre romanse.

z kazdym oddechem

z-kazdym-oddechem_9788327624888

Tytuł: Z każdym oddechem
Autor: Maya Banks
Wydawnictwo: Harper Collins Polska
Ilość stron: 319

Czułam wielką ekscytację sięgając po tę powieść, bo przecież jak jej nie czuć, kiedy opis fabuły brzmi tak obiecująco i tak cudownie? Dobrze poprowadzony romans z elementem kryminalnym w tle? Nic więcej mi nie potrzeba! Jednak czy wszystko naprawdę tak dobrze się prezentuje?

O co chodzi?

Historią Elizy i obsesyjnie w niej zakochanego seryjnego mordercy przed dziesięciu laty żył cały kraj. Na szczęście Thomas odsiaduje dożywocie, a ona zmieniła nazwisko i starannie ukrywa swoją przeszłość. Żyje tylko pracą, nikomu się nie zwierza i nie pragnie towarzystwa.
Lecz arogancki, pewny siebie i irytująco przystojny Wade Sterling ciągle pojawia się gdzieś w pobliżu, tak jakby nie wystarczało mu liczne grono zachwyconych nim kobiet.
Ich ścieżki wciąż się przecinają, a z każdym spojrzeniem aż iskrzy. Wzajemnie przyciągają się i odpychają, ale przecież oboje wiedzą, że nigdy nie mogliby być razem.
Wade już kiedyś uratował Elizie życie. Teraz, gdy jej prześladowca niespodziewanie zostaje zwolniony z więzienia, Eliza znów będzie potrzebować pomocy Wade’a. /harpercollins.pl

Eliza, czyli nasza główna bohaterka jest dość tajemnicza. I okey, poznajemy ją w sytuacji, która zdecydowanie jest jedną z sytuacji bez wyjścia, jednak wciąż mamy w głowie pytanie: O co tutaj tak naprawdę chodzi? I to zmusza nas do czytania dalej i odkrywania kolejnych aspektów jej historii. Byłam początkowo podekscytowana odkrywaniem kolejnych odpowiedzi aż w pewnym momencie nie pojawił się wątek fantastyczny… Przez chwilę byłam zdezorientowana a potem sfrustrowana tym odkryciem. Sądziłam, że to jest jedna z dobrze zbudowanych psychologicznych powieści z dobrym romansem i świetnymi bohaterami, więc po co autorce nagle ten wątek fantastyczny? Mały bo mały, jednak wciąż obecny doprowadzał mnie trochę do szału…

W całej tej dość tajemniczej i nieprzewidywalnej (jak się okazało też magicznej) przygodzie, Elizie towarzyszy Wade. Jest niby typowym bohaterem męskim, czyli aroganckim typem z bezczelnym językiem i z zniewalającym uśmiechem, ale jednak wciąż ma on swoje oryginalne strony i to chyba mnie w nim rozkochało. Charakterem nie odbiega od niego Eliza, która ma cięty, niewyparzony język i jest naprawdę odważną i niezależną bohaterką, jednak wciąż czegoś jej brakowało. Czegoś takiego co umykało mi przez całą powieść a potem wypłynęło na powierzchnię. Brakowało mi w niej realności. Niby jest dobrze skonstruowana psychicznie, jednak wciąż, jej historia i właśnie ten wątek magiczny coś tutaj zepsuł.

Autorka posługuje się świetnym współczesnym i lekkim językiem. Dzięki temu powieść przecieka nam przez palce a my sami czuje się usatysfakcjonowani z czytania. Do tego dochodzą naprawdę dobre dialogi, które odkrywają emocje bohaterów i dobrze skonstruowane opisy (nawet scen erotycznych!).

Nie było aż tak cudownie jak się spodziewałam, właśnie przez ten wątek fantastyczny. Czemu autorka go wprowadziła? Nie mam pojęcia. Jednak wiem jedno – powieść czyta się świetnie, przemyka przez palce i naprawdę daje się porwać w wir akcji. Do tego ten romans? Coś naprawdę świetnego. Dlatego polecam, bo serio można tę historię poczuć każdym zmysłem.

Za powieść dziękuję Wydawnictwu Harper Collins Polska 😀

Zuza

Recenzja #172: Dobry thriller młodzieżowy? To możliwe!

out

342915701-196x300

Tytuł: Outliersi
Autor: Kimberly McCreight
Cykl: Outlersi #1
Wydawnictwo: Czarna Owca

Do tej historii podeszłam sceptycznie. Bałam się, że będzie z tego naprawdę średniej klasy książka, bo… nie spotykam się często z dobrymi thrillerami dla młodzieży. Jednak moje obawy były niesłuszne, bo Outliersi są jedną z lepszych historii, z jakimi miałam okazję się zapoznać.

O co chodzi?

Wszystko zaczyna się od SMS-a: Wylie, błagam, pomóż mi.
Wylie nie rozmawiała z Cassie od ich ostatniej kłótni ponad tydzień temu. Ale to nieistotne. Cassie ma problemy, więc Wylie postanawia uratować swoją najlepszą przyjaciółkę przed nią samą.
Ale tym razem jest inaczej. Zamiast powiedzieć Wylie, gdzie jest, Cassie wysyła tajemniczo brzmiące wskazówki. W dodatku nie prosi jej, żeby przyjechała sama, tylko wysyła do niej Jaspera. Wylie nie ufa chłopakowi, który sprowadził jej przyjaciółkę na złą drogę, ale nie ma wyboru – musi z nim jechać.
Odnalezienie Cassie bardzo szybko przeradza się z trudnego zadania w niebezpieczną misję. Im dalej jadą na północ, w głąb gęstych lasów Maine, tym silniej odzywa się w Wylie przeczucie, że coś jest bardzo nie tak. Czego Cassie im nie mówi? I czy odnalezienie jej nie będzie dopiero początkiem czegoś znacznie gorszego? /lubimyczytac.pl

Zacznę od tego, że nasza główna bohaterka nie jest normalną nastolatką. Ma swoje własne utrapienia i to chyba w niej najbardziej intryguje. Wylie jest skomplikowana; ma problemy psychiczne i dość dużo tajemnic, jednak nie mogę odmówić jej odwagi i inteligencji. Jak wiecie, lub nie wiecie, uwielbiam, gdy główne bohaterki nie są jednoznaczne i przewidywalne, a jeśli dochodzi tutaj jeszcze wątek psychologiczny, to już w ogóle jestem zachwycona, i właśnie to wszystko w tej historii było. Idąc dalej, towarzyszy jej Jasper, który początkowo był trochę irytujący, ale z czasem zaczął mi się podobać. Nie był charakterem łatwym do zaprezentowania bez schematów, jednak autorce jakimś cudem się to udało. Łączy ich postać Cassie, której nie polubiłam, jednak w pewnym sensie dopełnia charakterów tych dwojga.

Jeśli mówimy o fabule, to oczywiście nie mogło być łatwo. Autorka miała naprawdę duży problem – bo jak napisać dobry thriller dla młodzieży bez wchodzenia w utarte szlaki z inteligentnymi i odważnymi bohaterami? Jednak, co zaskakujące, udało się jej to z lekkością, jaką nieczęsto się spotyka. Widać, że miała plan, widać, jak chciała go zrealizować, i efekt jest elektryzujący. Fabuła zaczyna się delikatnie, a potem, kiedy rozwija się akcja, a w naszej głowie kolejne i kolejne znaki zapytania, to nie da się od historii oderwać. Co mam dużo mówić – zakończenie jest świetne, wszystko rozegrane z rozłożeniem napięcia i po prostu DOBRE.

Kimberly McCreight pisze lekkim i młodzieżowym językiem. Dialogi pokazują charaktery bohaterów i cudownie prezentują ich emocje, do tego dochodzą naprawdę dobre opisy przestrzeni.

Jestem zaskoczona. Nie może być inaczej – spodziewałam się totalnego fiaska, a zastałam naprawdę dobry thriller, który trzyma w napięciu i przyciąga do kartek. Powieść czyta się migiem, bohaterowie pozostają w pamięci, a historia porywa nas w wir zagadek i niepewności. Jeśli szukacie czegoś naprawdę dobrego i oryginalnego, to koniecznie musicie przeczytać!

Recenzja też na Bookgeek 😀

Zuza

Recenzja #171: Dałam drugą szansę.

bez-winy

6186_99906326186

Tytuł: Bez winy
Autor: Mia Sheridan
Cykl: Jakiś na pewno ale jaki?
Wydawnictwo: Otwarte

Znacie moją opinię na temat Mii Sheridan, bo chociaż nie przedstawiłam jej na blogu w formie recenzji, to bardzo mocno przeżywałam rozczarowanie Bez słów. Jednak już wcześniej zapisałam się na Book tour z kolejną książka tej autorki, więc nawet zapytana czy nie chcę się wycofać, powiedziałam: Dam jej drugą szansę. I powiem Wam tyle: Trzeba dawać drugie szanse.

O co chodzi?

Kira nie ma grosza przy duszy, za to mnóstwo kłopotów. W przeszłości odebrano jej to, co najważniejsze. Teraz musi postawić wszystko na jedną kartę, aby odmienić swój los.
Grayson walczy o przerwanie pasma życiowych niepowodzeń, ale przytłaczający ciężar wyrzutów sumienia kruszy resztki jego nadziei na lepsze jutro. Kira składa mu propozycję, która może go ocalić. Wystarczy tylko, że złoży przysięgę, nawet jeśli nie zamierza jej dotrzymać… Bohaterowie tej historii, początkowo wydają się oklepani. Oni sami sądzą, patrząc na siebie, że są schematyczni a potem w miarę odkrywania ich przeszłości, okazuje się, że nie. Od razu zaznaczę, że nasza heroina, jest jedną z bohaterek, które uwielbiam: jest niezależna, silna i po prostu korzystająca z chwili. Pokochałam ją od pierwszych zdań i po prostu stała się moją przyjaciółką. Nasz główny bohater, to dość inna historia. Jest cichy, wredny i po prostu – nieznośny. Totalny kretyn. Ale równocześnie potrafi oczarować i oczywiście, że ten urok na mnie spadł i wziął w objęcia. Naprawdę – nie pogardziłabym jakby takie przystojniak wziął mnie w objęcia. Tak naprawdę, która z nas, czytelniczek, pogardziłaby przystojnym i aroganckim facetem? No właśnie. Kolejny mąż do listy książkowych mężów./ swiatksiazki.pl

Bohaterowie tej historii, początkowo wydają się oklepani. Oni sami sądzą, patrząc na siebie, że są schematyczni a potem w miarę odkrywania ich przeszłości, okazuje się, że jest w nich coś więcej. Od razu zaznaczę, że nasza heroina, jest jedną z bohaterek, które uwielbiam: jest niezależna, silna i po prostu korzystająca z chwili. Pokochałam ją od pierwszych zdań i po prostu stała się moją przyjaciółką. Nasz główny bohater, to dość inna historia. Jest cichy, wredny i po prostu – nieznośny. Totalny kretyn. Ale równocześnie potrafi oczarować i oczywiście, że ten urok na mnie spadł i wziął w objęcia. Naprawdę – nie pogardziłabym jakby takie przystojniak wziął mnie w objęcia. Tak naprawdę, która z nas, czytelniczek, pogardziłaby przystojnym i aroganckim facetem? No właśnie. Kolejny mąż do listy książkowych mężów.

Jeśli mówimy o fabule, to podeszłam do niej z bardzo dużym dystansem po Bez słów i zawodzie jaki poczułam przy tej powieści. Jednak szczerze? Niepotrzebnie. Oczywiście, jest to romans, który wiadomo, będzie rozgrywał się pomiędzy dwójką naszych bohaterów, ale to jak się rozwija, to co się pomiędzy nimi dzieje, to jaką skrywają przeszłość i jakie rany starają się wyleczyć, jest hipnotyzujące i przyciągające do historii. Zarzucicie mi, że to i tak wciąż schemat. Tak schemat, ale jak zaprezentowany to już totalnie inna bajka. Przyciąganie pomiędzy bohaterami, rozłożenie napięcia, ich emocje, są tak dobrze rozpisane i namacalne, że przestają być schematyczne. Dlatego oddaję honor Sherridan.

Autorka nie zmieniła swojego stylu pisania od Bez Słów, jednak wtedy chyba patrzyłam na to trochę przez pryzmat tępej bohaterki, bo teraz nie mam jej nic do zarzucenia. Dialogi się przenikają, dając poczuć emocje bohaterów, a opisy scen erotycznych są naprawdę dobrze skonstruowane. Jestem pod wrażeniem.

Jeśli nie spodobało Wam się Bez Słów to nie rezygnujcie i nie stawiajcie od razu krzyżyka na Mii Sheridan. Bez Winy ma o wiele lepszą fabułę, lepiej zaprezentowaną i po prostu świetnych bohaterów. Silnych i odważnych w uczuciach, a do tego po prostu – elektryzujących. Jestem zaskoczona i naprawdę zafascynowana odkryciem nowej twarzy autorki. Sięgajcie, bo ta historia Was pochłonie i w sobie rozkocha.

Za powieść dziękuję Karolinie z bloga Kocham czytać

Zuza

Recenzja #170: Niespotykana przygoda.

gniew

187_18b31647e2a5231c06923098a69b8f93_b

Tytuł: Gniew i świt
Autor: Renee Ahdieh
Cykl: Gniew i świt #1
Wydawnictwo: FILIA
Data premiery: 1 marca

Spodziewałam się czegoś naprawdę dobrego i cudownego, niepowtarzalnego i po prostu niespotykanego. I dostałam być może coś oryginalnego ale jednak wciąż w jakimś sensie … schematycznego.

O co chodzi?

W krainie rządzonej przez młodego, żądnego krwi władcę, każdy poranek przynosi cierpienie kolejnej rodzinie. Khalid, osiemnastoletni kalif Khorsanu, jest potworem. Co noc bierze sobie nową małżonkę, by o poranku owinąć jedwabny sznur wokół jej szyi. Kiedy ofiarą Khalida pada szesnastoletnia przyjaciółka Shahrzad, dziewczyna poprzysięga mu zemstę i zgłasza się na jego kolejną oblubienicę. Shahrzad zamierza nie tylko ujść z życiem, ale też raz na zawsze zakończyć okrutne panowanie kalifa.
Noc za nocą, Shahrzad mami Khalida, snując zachwycające historie i odwleka swój koniec, choć doskonale zdaje sobie sprawę, że kolejny świt może okazać się jej ostatnim.
Z czasem dziewczyna zaczyna rozumieć, że w pałacu z marmuru i kamienia nie wszystko jest takie, jakim się wydaje. Shahrzad zamierza odkryć prawdę. Jest gotowa odebrać życie Khalida i tym samym odpłacić mu za tak wiele skradzionych istnień. /wydawnictwofilia.pl

Nasza główna bohaterka czyli Szazi, początkowo mnie zauroczyła. Była silna, odważna i naprawdę inteligentna, potrafiąca wyjść z każdej sytuacji. Jej historia, jej charakter i wszystko dookoła niej, przykuwało do kartek i nie dawało się oderwać. Przypomina mi w tym wszystkim Kestrel od Marie Rutkoski. Ale niestety, później fabuła Gniewu i świtu, zniszczyła jej postać… zostawiając dość niepewną i schematyczną bohaterkę. Być może ma tutaj dużo do powiedzenia trójkąt, który później przeistacza się w czworokąt. Jej nowy obiekt westchnień był naprawdę świetny, mroczny i tajemniczy, czyli tak naprawdę idealna postać męska z młodzieżówek. Jednak przyjaciel z dzieciństwa Szazi był naprawdę irytującą i po prostu schematyczną postacią, która biegała sobie w tle i denerwując swoimi myślami i celami.

Jednak przechodząc do fabuły, oczywiście ma ona swój schemat, który niknie gdzieś pod wpływem klimatu, który otula nas od pierwsza zdania powieści. Autorka stworzyła świetny pustynny świat, cudownie zaprezentowany i po prostu wciągający nas coraz głębiej w historię. Fabuła sama w sobie jest często naciągana i często denerwująca, bo pojawiają się czasami błędy, jednak jak mam zwracać na to uwagę jeśli wciągnęłam się bez reszty w świat Szazi? Jestem pod wrażeniem jak taki jeden, niby nie znaczący element potrafił zmienić moje pojęcie o tej powieści i moje zdanie na jej temat. Nie mówiąc już o romansie który napawał naprawdę niespotykaną ekscytacją.

Oczywiście, Renne Ahdieh popisała się tutaj pieknymi pejzażami i opisami, cudownymi dialogiami i po prostu wyśmeinitym odwzrowoaniem pustynnej suszy i królewskich pałacy. Jestem pod wrażeniem i po prostu nie potrafię przestać o powieści myśleć.

To nie jest tak, że nie dostrzegam błędów, bo dostrzegam, jednak klimat tej powieści, klimat dalekiego wschodu z wpadającym do oczu piaskiem mnie oczarował. Bohaterom mam trochę do zarzucenia, tak samo fabule, ale jednak romans i ta namacalność świata autorki, mnie uwiodły i po prostu nie pozwoliły oderwać się od kartek. Cudownie zaprezentowana i po prostu niesamowita przygoda.

Recenzja na kanale!

Za powieść dziękuję Wydawnictwu Filia!

filia

Zuza

Recenzja #169: To, co najważniejsze? Dobra powieść i herbata. + KONKURS

sea

to-co-najwazniejsze-b-iext47148934

Tytuł: To, co najważniejsze
Autor: Samantha Young
Wydawnictwo: Burda Książki

Spodziewałam się dobrego erotyku, bo przecież autorka jest znana i lubiana, plus bardzo mocno reklamowana. Jednak dostałam świetną, naprawdę barwnie skonstruowaną historię, która po prostu przecieka przez palce!

O co chodzi?

Doktor Jessica Huntington całym sercem angażuje się w problemy swoich podopiecznych z więzienia dla kobiet, ale w życiu prywatnym starannie unika związków uczuciowych. Nauczyły ją tego bolesne doświadczenia. W więziennej bibliotece odkrywa plik starych listów miłosnych i jedzie do malowniczego Hartwell, żeby dostarczyć je adresatowi. Nadmorskie miasteczko rzuca na Jessicę swój czar, ale jeszcze większe wrażenie robi na niej przystojny właściciel miejscowego baru.
Od czasu rozwodu z niewierną żoną, Cooper Lawson skupia się na tym, co najważniejsze: na rodzinie i prowadzeniu baru przy nadbrzeżnej promenadzie, który od lat znajduje się w posiadaniu Lawsonów. Jednak kiedy Jessica przekracza progi jego knajpki, gotów jest znów otworzyć swoje serce. Chociaż wzajemne przyciąganie staje się coraz silniejsze, Jessica z uporem broni się przed bliskim związkiem. Aby przekonać ją, że jest w życiu coś, o co warto walczyć, Cooper będzie musiał ofiarować jej więcej niż tylko namiętność. /burdaksiazki.pl

Zacznę od bohaterów, którzy od razu do mnie przemówili. Napięcie pomiędzy dwójką naszych protagonistów jest wręcz namacalne już od pierwszej strony, co przyciągnęło mnie do tej historii jeszcze bardziej. Jennifer jest lekarką, która nie daje sobą pomiatać. Jest silną, zdecydowaną i po prostu świetnie skonstruowaną bohaterką, a jak wiecie – takie lubię najbardziej. Chyba nie muszę dodawać, że jest bardzo inteligentna? Dalej mamy do czynienia z Cooperem, czyli moim cudownym Cooperem, którego pokochałam od pierwszego zdania w którym się pojawił. Nie dość, że jest dżentelmenem to jeszcze potrafi rozbawić i przyprawić o skurcz serca. Naprawdę cudownie dobrane charaktery. Jeśli chodzi o postaci poboczne to mamy tutaj kilka schematów, jednak tworzą one naprawdę świetną otoczkę nadmorskiego miasta, więc nie mam się czego przyczepić.

Mówiąc o fabulę nie mogę nie wspomnieć, że pojawiające się sceny erotyczne są poprowadzone barwnie ale nie gorsząco, czyli tak jak lubię najbardziej. Dodajcie do tego cudownego romansu jeszcze odrębną tajemniczą historię, którą Jennifer chce rozwiązać i macie naprawdę świetnie skonstuowaną ciekawą historię, pełną licznych zwrotów. Nie mogę nie wspomnieć o licznych wątkach pobocznych, czy to odrębne opowieści ludzi z miasteczka, czy też burzliwa przeszłość głównych bohaterów. Wszystko w tej historii ma ręce i nogi i zostało skonstruowane naprawdę dobrze i po prostu – czarująco.

Autorka pisze lekkim językiem i jak już pisałam wyżej, opisy scen erotycznych są naprawdę dobre, a dialogi pomiędzy bohaterami realistyczne. Klimat jaki nadała powieści po prostu oczarowuje czytelnika i daje powiew morskiej bryzy.

Jestem pod wrażeniem, bo nie spodziewałam się po tej powieści dużo, a dostałam naprawdę wiele. Wielką emocjonalną falę, cudowną klimatyczną przystań i romantyczne zawirowania. Jestem oczarowana nie tylko przedstawioną historią ale też cudownym nadmorskim miasteczkiem i główną postacią męską. Jeśli istnieje gdzieś taki mężczyzna, proszę zgłoś się!

Recenzja i KONKURS na kanale! :3

A za powieść dziękuję Wydawnictwu Burda Książki !

logo_burda_ksiazki1

Zuza

Rozmowy(nie)zbytPoważne #3: Odczytaj

klaudia

Zawsze chciałam stworzyć taki cykl, gdzie będę zadawać pytania blogerom, booktuberom i innym osobistościom książkowym. Jednak chciałam to zrobić w jakimś innym stylu, bardziej luźno i zabawnie i tak powstały Rozmowy(nie)zbytPoważne, gdzie zadaje pytania oderwane od rzeczywistości a moi goście bardziej stawiają na kreatywność niż na proste odpowiedzi. A do tego każdy mój gość odpowiada na inne pytanie, przygotowane specjalnie z myślą o nim. Lecimy!

Wiem o tym, że miałam to robić co miesiąc ale jednak coś tam wyskoczyło, coś się zmieniło, kanał trzeba ogarniać i tak dalej. A moim dzisiejszym gościem jest w sumie specjalna i jedyna w swoim rodzaju osoba z którą mega zgrałyśmy się na Krakowskich Targach Książki i chyba właśnie zamiłowanie do jedzenia nas do siebie zbliżyło… A jest nią: Klaudia z kanału Odczytaj ♥

Zuza: Czy kiedykolwiek wyobrażałaś sobie siebie łysą? Jeśli tak, albo nawet jeśli nie, to jak myślisz, jakie to uczucie?

Odczytaj: Chyba każdy kiedyś wyobrażał sobie siebie bez włosów. I szczerze, to jedyne czego jestem pewna to to, że musi być to baaardzo dziwne uczucie, ale to na pewno dlatego, że nie jestem do niego przyzwyczajona.

Zuza: Wybierz sobie swojego Patronusa. Dlaczego akurat taki wybór?

Odczytaj: Jamnik! Wybór niepopularny i wydaje się śmieszny, ale jeżeli uważacie, że jamnik nie byłby w stanie pokonać Dementora, to chyba nie widzieliście wkurzonego albo obrażonego jamnika. Przecież on zabija samym wzrokiem. Plus wyobraźcie sobie małego, odważnego jamniczka na króciutkich nóżkach, który biegnie pokonać zło. Nie ma nic piękniejszego.

Zuza: Co byś zrobiła gdyby twoim nowym sąsiadem okazał się członek zespołu The Vamps?

Odczytaj: Myślę, że wtedy starałabym się być w domu jak najczęściej. Pewnie nawet zajęłabym się nagle uprawianiem ogródka.

Zuza: Wspaniałe stulecie czy Moda na sukces, jeśli musiałabyś wybrać któryś z tych seriali za ten który będziesz oglądać do końca życia to który by to był i dlaczego?

Odczytaj: Wspaniałe stulecie! Film kostiumowy zawsze lepszy. Ale szczerze, to Moda na sukces wydaje się śmieszniejsza w swojej głupocie, więc może jednak… Niby takie złe oba, a jednak wybrać jedno trudno. Jak żyć?

Zuza: Do twojego domu nagle wbija mafia, musisz wybrać jedno bohatera książkowego, który by ci pomógł, kto to by był i dlaczego?

Odczytaj: Koszmarna wizja. Po pierwsze dlatego, że śmiertelnie boję się, że w nocy ktoś może mnie napaść, a mafia pewnie wbiłaby w nocy. Jeden bohater? Tylko jeden?! Ja nie wiem czy jakikolwiek jeden bohater by mnie obronił przed mafią. Ale gdyby jakiś miał to wybrałabym na pewno któregoś z herosów ze świata Ricka Riordana. Hmmm, Nico! Nico di Angelo byłby najlepszy, bo mógłby mnie przenieść szybciutko w inne miejsce!

Zuza: Czy sięgnęłabyś po powieść „Najlepsze co może przydarzyć się rogalikowi”? (tak, taka powieść istnieje)

Odczytaj: Oczywiście, że tak! Po pierwsze dlatego, że chcę bardzo wiedzieć, co jest najlepszym, co może się przytrafić rogalikowi. No bo najgorszego to się raczej domyślam. Po drugie dlatego, że rogalik to jedzenie, a jedzenie jest cudowne, książki są cudowne, więc książka o jedzeniu musi być też cudowna. Prawda?

Jak zawsze dziękuję za odpowiedzi i to była bardzo wielka przyjemność rozmawiać z Klaudią, oczywiście zapraszam na jej kanał – Odczytaj.

Jak Wam się podobało? I jakiego booktubera albo blogera, chcielibyście żebym podpytała w kolejnej odsłonie cyklu?

Jak to mówi Klaudia – Besos.

Zuza

Recenzja #168: Szykujcie oszczędności bo nadchodzi… DIABOLIKA!

44444

548939-352x500

Tytuł: Diabolika
Autor: S.J. Kincaid
Cykl: Diabolika #1
Wydawnictwo: Otwarte
Data premiery: 15 lutego 2017

Diabolikę czytałam w oryginale i byłam zachwycona. Sięgając po polskie tłumaczenie, oczywiście, że poczułam lekki niepokój. Czy dorówna to amerykańskiej wersji? Czy będę czuła tak dużo emocji jak przy oryginale? Jakie błędy popełni wydawnictwo? Jednak od razu wam odpowiadam: NIE MAM DO CZEGO SIĘ PRZYCZEPIĆ.

O co chodzi?

Diaboliki nie znają litości.
Diaboliki są silne.
Ich przeznaczeniem jest zabijać w obronie człowieka, dla którego zostały wyhodowane.
Nic więcej się nie liczy. Wyglądamy jak ludzie. Jesteśmy agresywni, zdolni do bezgranicznego okrucieństwa i absolutnej lojalności. Właśnie dlatego jesteśmy strażnikami zamożnych rodzin. Służę córce senatora, Sidonii, którą traktuję jak siostrę. Zrobiłabym dla niej wszystko. Teraz, aby ją ochronić, muszę udawać, że nią jestem, zachowując w tajemnicy moje zdolności. Wśród bezwzględnych polityków walczących o władzę w imperium odkryłam w sobie cechę, której zawsze mi odmawiano – człowieczeństwo. Mam na imię Nemezis i jestem diaboliką. Czy mogę zostać iskrą, która rozbłyśnie w mroku imperium? /bookgeek.pl

Zacznę od fabuły, która oczywiście nie różniła się od oryginały, dodatkowo nic jej nie odjęła. Wciąż trzymane jest tutaj to cudowne i niepowtarzalne napięcie, któremu towarzyszą tajemnice i kolejne pytania. Emocje, które rodzą się pomiędzy bohaterami są równie dobrze zaprezentowane i równie pięknie opisane. Czuje się je całym sercem i po prostu przeżywa. Z czego jestem bardzo zadowolona to nie przecukrzanie fabuły. Bałam się, że polska wersja odejmie powieści brutalności, jednak co jest świetne – nie zrobiła tego. Wciąż jest tak samo krwawo i za to wydawnictwo zasługuje na mój wielki plus. Chyba nie muszę wspominać o tym, że powieść przecieka przez palce i po prostu nie da się po niej nie mieć kaca książkowego.

Przechodząc do bohaterów, jedyną rzeczą, która rzuciła mi się w oczy, to zmiana imienia bohaterki. W amerykańskiej wersji spotkamy się z Sidonią a w polskiej z Sydonią, jednak to jedyna rzecz jaką wychwyciłam i być może takie spolszczenie imienia pozwoli ją łatwiej wypowiadać, mi niestety w głowie utknęła Sidonia i tak będę tę bohaterkę nazywać. Ale oczywiście nie przeszkadza to w odbiorze powieści. Reszta postaci jest tak samo dobra jak w oryginale, ich opisy, dialogi czy zaprezentowanie nie odbiega od amerykańskiej wersji w żadnym stopniu. Naszą główną bohaterką jest Nemezis, brutalna, bezlitosna i po prostu bardzo przemawiająca do mnie postać, która nie owija w sreberka i po prostu przechodzi do działania. Wszystkie postacie poboczne w tłumaczeniu nie straciły na autentyczności, więc jestem naprawdę pod wrażeniem jak całość cudowności została zachowana.

Język autorki, przekazane emocje, dialogi i opisy zostały bardzo dobrze odwzorowane i naprawdę nie mam się do czego przyczepić. Historia zaprezentowana jest tak, jak chciała autorka a to chyba liczy się najbardziej.

Jeśli jeszcze macie wątpliwości, czy po powieść sięgnąć czy nie… To napiszę jedno zdanie: MACIE PO NIĄ SIĘGNĄĆ. Jest to jedna z najlepszych powieści jakie ukazała się na rynku czy to amerykańskim czy polskim i musicie mieć ja na swojej półce. Spotkanie się tutaj z tajemnicą, romansem, polityką i oczywiście międzygalaktyczną policją, więc wyjmujcie oszczędności i biegnijcie do sklepu, póki jest nakład bo ostrzegam was, że wyjdzie on naprawdę szybko.

Za powieść dziękuję Wydawnictwu Otwarte

221478_otwarte_900

Zapraszam Was również na wydarzenie na facebooku, gdzie przeczytacie darmowe fragmenty książki! KLIK

Zuza