Recenzja #164: Płonie w nas ogień.

544.jpg

Tytuł: Tajemny ogień, Tajemne miasto
Autor: C.J. Daughtery, Carina Rozenfeld
Cykl: Tajemny ogień #1, #2
Wydawnictwo: Otwarte

Mieliście kiedyś tak, że chcieliście mieć jakąś super moc? Każdy tak miał! Ja na przykład chciałam oddychać pod wodą. Jednak nasi główni bohaterowie, nie mają typowych super mocy… Sacha jest nieśmiertelny a Taylor jest… alchemiczką?

O co chodzi?

Dzielą ich setki kilometrów, łączy przeznaczenie.
Taylor Montclair (Anglia)
Pewnego dnia wybuch złości Taylor powoduje, że przedmioty wokół niej zmieniają swoje
położenie, a silne emocje zakłócają przepływ elektryczności. Dziewczyna poznaje szokującą
prawdę o swoim pochodzeniu. Dowiaduje się, że drzemie w niej tajemny ogień.
Sacha Winters (Francja)
Setki lat temu na stosie spłonęła alchemiczka, która rzuciła klątwę na trzynaście pokoleń
pierworodnych synów z rodu jej zabójców. Sacha jest trzynasty – za osiem tygodni ma
umrzeć. Na świecie jest tylko jedna osoba, która może mu pomóc.
Czy Taylor i Sacha zdążą się odnaleźć, nim on zginie, a świat pochłonie ogień?
Pradawna moc i śmiertelna klątwa, szaleńczy wyścig z czasem i walka z przeznaczeniem. /lubimyczytac.pl

W swoim życiu miałam do czynienia z dużą ilością powieści paranormal romance i spodziewając się czegoś nowego sięgnęłam po nową serię od C.J. Daughtery. Ale niestety, chyba zbyt dużo nadziei pokładałam w jej powieściach, bo jedyne co widziałam w tej historii to ciągły schemat. Oczywiście, miała swoje momenty, jednak nie były to momenty zapadające aż tak bardzo w pamięć. W tej opowieści brak jakiejś oryginalności, która zawsze skrada mi serce w paranormalnach. Nie mogę jednak powiedzieć, że były to chwile stracone, bo historie pochłania się w jedną noc i niektórych może ona oczarować. Wydaję mi się, że jeśli seria ta zostałaby wydana wcześniej, kiedy na topie były powieści Stephanie Mayer i wszędzie królowały wampiry oraz czarownice, to ta nowość przyjęłaby się jak świeże bułeczki. Jednak no niestety… To nie ten okres.

Jeśli mówimy o bohaterach, to mamy chłopaka i dziewczynę. Niestety tylko męska część tej powieści do mnie przemawia. Sacha jest gangsterem z Paryża, a jak taki mroczniejszy, zawiły charakter ma do mnie nie przemawiać? Zakochałam się w nim prawie od razu, niestety bez wzajemności… Jeśli zaś chodzi o damską część powieści, bardzo dużo mam tutaj do zarzucenia bo niestety ale charakter Taylor był dla mnie naprawdę irytujący. Jak możecie wiedzieć, nie za bardzo przepadam za damskimi bohaterkami, które są nieśmiałe, bez pewności siebie i po prostu… słabo zaprezentowane. Gdyby bardziej zaprezentować przemianę Taylor, na pewno bardziej bym się z tym charakterem zżyła, jednak niestety, nie udało się to C.J. Daughtery. Reszta postaci jest dość schematyczna, a do tego niezbyt wgłębiamy się w ich charaktery, mają być tłem dla naszej głównej osi fabularnej.

Seria pisana jest przez dwie autorki i tak jak pokochałam styl pisania Cariny Rozenfeld (pisała części Sachy), tak niezbyt dobrze trawiłam język C.J. Daughtery (pisała części Taylor). Jednak bardzo ładnie zostały skrojone dialogi, które umożliwiały świetne przekazanie emocji bohaterów no i bardzo podobały mi się opisy – nie za długie, jednak barwne i szczegółowe.

Spodziewałam się więcej, jednak nie powiem, żebym nie miała przyjemności z czytania tej serii. Było dobrze. Zakochałam się w Sachy, nie polubiłam z Taylor. Jedynym moim głównym zarzutem jest fakt schematyczności fabuły, która jest po prostu jak w każdym paranormal romance. Jeśli nie czytaliście dużo powieści z tego gatunku, to polecam.

Za serie dziękuję Wydawnictwu Otwarte :3

OTWARTE

Zuza

Recenzja #163: Zmiana w prognozie pogody.

piata

533336-352x500

Tytuł: Piąta pora roku
Autor: N.K. Jemisin
Cykl: Piąta pora roku #1
Wydawnictwo: SQN
Ilość stron: 440

Z bardzo dużym oczekiwaniem podchodziłam do tej powieści. Wiecie, jak to do dobrze zapowiadającej się fantastyki. Miałam oczywiście swoje obawy, jednak po pozytywnych recenzjach, kompletnie się one rozwiały, czy słusznie?

O co chodzi?

Rozpoczął się czas końca.
Rozpoczął się wielką czerwoną wyrwą biegnącą przez środek kontynentu i plującą popiołem.
Rozpoczął się śmiercią syna i porwaniem córki.
Rozpoczął się zdradą i zaognieniem ran.
Oto Bezruch, przywykły do katastrof świat, gdzie mocą ziemi włada się jak bronią. I gdzie nie ma litości. Essun, kobieta z pozoru zwyczajna, za nic ma nadchodzącą zagładę. Jej mąż właśnie jedno z ich dzieci zabił, a drugie uprowadził. Pogrążona w żałobie i rozdarta rozpaczą, przemierza dogorywający świat. Jest zdolna dokonać jeszcze większych zniszczeń, jeśli pomoże jej to odzyskać córkę. /wsqn.pl

Zacznę od tego, że od samego początku byłam trochę sceptyczna co do tej powieści. Coś mi w niej nie pasowało i nie potrafiłam stwierdzić co, jednak potem wyszło szydło z worka i okazało się, że chodziło o sam jej klimat, który przypominał mi te wszystkie powieści fantasy, któe są zbyt skomplikowane i zbyt specyficzne bym je polubiła. Jednak przemogłam się i brnęłam dalej w tę historię, by okazało się, że naprawdę to nie jest ta część fantastyki, którą nazywam moją fantastyką. Nie powiem, żeby całe założenie świata było słabe, bo moim zdaniem było aż nazbyt oryginalne, jednak jest taka pewna linia, która oddziela oryginalność od przegięcia i neistety, moim zdaniem, autorka przegięła. Stworzyła świat aż ZBYT, było dziwnie i często przerażająco, jednak sama fabuła oraz jej rozwiązanie, jest naprawdę świetne, ale znów, uważam, że nie dla mnie. Bo prawdą jest, że nie lubię przekombinowanych światów, a tutaj niestety mamy z takim do czynienia.

Nie można określić w tej książce jednej głównej postaci, bo mamy rozdziały podzielone pomiędzy kilka bohaterek. Jedna z nich intrygująca i przyciągająca, ta moja heroina, która jest odważna, bezczelna i niepowtarzalna. Ah jak cudownie było czytać rozdziały Sjenit. Cała jej relacja z wydarzeń i to co się działo, było tak cudownie zaprezentowane, że nie potrafiłam się oderwać. Jednak czytanie pozostałych opowieści, nie przyniosło mi tyle przyjemności co Sjenit. Bo to ona była moją drugą połówką w tej historii i to z nią zżyłam się najbardziej.

Autorka pisze naprawdę barwnym i dobrym językiem, jednak nie należy on do najlżejszych. Opisy napisane są z naprawdę świetną precyzją, tak samo jak dialogi, które przekazują wiele emocji i informują nas o charakterach bohaterów.

Według mnie czegoś ta powieść nie ma, jednak wiem, że dużo osób powie, że jest to jedna z najlepszych powieści fantasy tego roku. Mi nie przypadła do gustu, ale doceniam świat autorki oraz kreacje bohaterów czy też inny, dość specyficzny język pojawiający się przy fragmentach z Essun. Dlatego, podsumowując: polecam 🙂

PS Recenzja też na kanale ♥

Za powieść dziękuję Wydawnictwu SQN 🙂

master

Mało oryginalna

Dymek&Kreska #10: Najlepsze One shoty część 1

one shoty.jpg

Słuchajcie nie zdawałam sobie sprawy ile to czasu minęło od ostatniego Dymek&Kreska… I to jest przerażające, bo naprawdę mam dla Was mnóstwo pomysłów na teksty, ale niestety, brak czasu oraz nowa praca, plus nowy kanał na YT (na który Was serdecznie zapraszam – KLIK ) Jednak mam nadzieję, że wracam na dobre tory i będę teraz pisać i pisać oraz nagrywac i nagrywać 😀

Dzisiaj lecimy z nową tematyką czyli One shoty. Ogólnie co to jest? Tłumacząc na język literacki, manga z rozdziałami byłaby powieścią a One shot – opowiadaniem. Mniej więcej już pewnie wiecie o co tutaj chodzi. One shot jest to krótka historia, najczęściej zawierająca tylko jeden rozdział mniej więcej do 40 stron, jednak jest to historia zamknięta od początku do końca, co jest świetne, gdy nie mamy czasu by czytać milion rozdziałów innej mangi ale mamy czas na krótkie a dobre – opowiadanie. Dzisiaj wymienię Wam trzy po prostu niesamowite One shoty, które warto sobie przeczytać. Lecimy 😀

Atashi Kisushita

mr-30869-532019-4
Ogólnie całość spodobała mi się przez piękną kreskę i do tego – ten młodzieńczy urok zakochania się i wstydliwości. Coś pięknego i to cudownie i oryginalnie zaprezentowanego. Historia jest dość prosta, ale to jak bohaterka podejmuje odpowiednie kroki jest niespotykane w tego typu mangach i chyba to mnie w niej tak urzekło. Po prostu miło się czyta.

e019

Banken Hero

13
Naszym głownym bohaterem tym razem ne jest dziewczyna a chłopak, który stara się dla swojej wybranki być bohaterem. No neistety.. średnio się mu udaje. Jest zabawnie i uroczo a do tego – pięknie, bo kreska cieszy oko. Czego chcieć więcej od mangi? Oczywiście – takiej historii w prawdziwym życiu.

jimg014

Daisuki no Yukue

kimg022
Problem tej mangi jest taki, że jest za krótka i niestety nie chciałam rozstawać się z bohaterami, bo to jest ten rodzaj mangi który uwielbiam. Główna bohaterka – artystka, ma crusha na jednego chłoapka i nagle sie okazuje, że to nie tego kocha. I to jest tak cudowne w tej mandze, ten element zaskoczenia głównego bohatera. AH! Coś cudownego.

kimg039

Nie chciałam Was zarzucać zbyt dużą ilością informacji, dlatego wymieniłam tylko trzy One shoty, mam ich w swojej bazie o wiele więcej, więc stay tuned i czekajcie na nowe wersje Dymek&Kreska 😀

Mało oryginalna

Rozmowy(nie)zbytPoważne #2: P42

p42

Zawsze chciałam stworzyć taki cykl, gdzie będę zadawać pytania blogerom, booktuberom i innym osobistościom książkowym. Jednak chciałam to zrobić w jakimś innym stylu, bardziej luźno i zabawnie i tak powstały Rozmowy(nie)zbytPoważne, gdzie zadaje pytania oderwane od rzeczywistości a moi goście bardziej stawiają na kreatywność niż na proste odpowiedzi. A do tego każdy mój gość odpowiada na inne pytanie, przygotowane specjalnie z myślą o nim. Lecimy!

Dzisiaj Mikołajki, więc oczywiście, że musiałam mieć specjalnego i jedynego w swoim rodzaju gościa, a jest nim… P42 :3 Chłopak z którym poznałam się niedawno ale od razu się polubiłam. Być może nasz gust czytelniczy jest inny, ale nie poczucie humoru 😀

Mało oryginalna: Gdybyś miał wybrać jednego Pokemona którym mógłbyś się stać, jakiego byś wybrał i dlaczego?

P42: Bez wątpienia postawiłbym na Alakazama. Perspektywa posiadania ze sobą dwóch łyżek gdziekolwiek się znajduję wydaje się bardzo praktyczna – zarówno pod kątem gastronomicznym jak i samoobronnym.

Mało oryginalna: Wyobraź sobie, że istnieje film „Mordercza opona”, jeśli nie oglądałeś tego filmu, albo nawet jeśli oglądałeś, wymyśl alternatywne zakończenie.

P42: Zakończenie wydaje mi się oczywiste – po ostatecznym pokonaniu opony przez rząd USA za pomocą bomby atomowej, w pozostałościach gumy naukowcy odnajdują rozerwane łańcuchy polimerowe, które jako całość były lekiem na śmierć. Opona okazuje się być transporterem tego daru od obcej cywilizacji, który podążał za każdą napotkaną osobą i nie chciał zabijać. W ten sposób ludzkość utraciła swoją jedyną szanse na nieśmiertelność. Jeśli ktoś wie, zakończenie jakiej książki zainspirowało mnie do tej odpowiedzi to ściskam mentalnie dłoń.

Mało oryginalna: Jeśli miałbyś zamienić się w jednego z greckich bogów, to w jakiego i dlaczego? (to wcale nie przytyk do Riordana)

P42: Mój wybór padłby na Eos. Zanim przejdę do zalet, pragnę zaznaczyć iż zwana jest ona przez rzymian Aurorą, a jak powszechnie wiadomo uwielbiam Aurorę Aksnes. Jako Eos miałbym skrzydła, a o więcej chyba nie trzeba prosić. Ponadto jako fotografowi jutrzenki i zorze polarne przydałyby mi się na każdym zdjęciu stąd zdecydowałem się właśnie na ich patronkę.

Mało oryginalna: Wiem, że niedługo masz studniówkę. Jeśli mógłbyś wybrać jedną bohaterkę książkową, to z którą z nich poszedłbyś na bal?

P42: Vin ze „Z mgły zrodzonego” Brandona Sandersona. Po pierwsze to świetna bohaterka. Po drugie udając Lady Valette Renoux nauczyła się tańczyć. A po trzecie mógłbym tak jak Elend wziąć ze sobą na bal książkę i ostentacyjnie ją przy niej czytać! 🙂

Mało oryginalna: Wyobraź sobie najbardziej bezsensowną super moc jaką mógłbyś posiadać. Co to za moc i na czym polega?

P42: Super moc połowicznego przenikania przez obiekty (czyli nie mogę całym ciałem przejść np przez ścianę). Dzięki temu miałbym prostą drogę od biurka do lodówki, nie musiałbym unikać ścian nośnych i framug. I nie jest to coś wymyślone na potrzebę pytania. Serio o tym myślałem.

Jak zawsze – dziękuję gościowi za odpowiedzi i zapraszam na kanał Pawła – P42.

Jak Wam się podobało? Niektóre odpowiedzi serio potrafiły rozbawić a w ten mikołajowy czas właśnie o to chodzi :3

Mało oryginalna&P42

Podsumowanie miesiąca (miesięcy) #6: Październik i Listopad

No dobra… wybaczcie, że nie było podsumowania października, ale po prostu nie dałam rady go zrobić w czasie a nagle okazało się, że jest grudzień, rozumiecie to przeskoczenie w miesiącach? Gdzie jest to 30 dni, kiedy one minęły? O co tutaj chodzi? Może byłam w śpiączce?
(to by tłumaczyło, dlaczego nie było postów)
Ale wracając do tematu głównego – co się u mnie zmieniło przez te dwa miesiące i jak to wszystko u mnie wygląda?

Zacznijmy od news newsów czyli założenia kanału, które było naprawdę świetnym posunięciem, bo serio uwielbiam gadać przed kamerą i uwielbiam widzieć komentarze mówiące o tym, że kogoś rozśmieszyłam lub swoją gatką poprawiłam komuś dzień. Jest to naprawdę cudowne uczucie, którego aż tak wcześniej nie znałam. Więc, do wszystkich widzów – dziękuję Wam i mam nadzieję, że moje żarty Was nigdy nie znudzą, tylko będą wciąż na nowo rozśmieszać 😀

Jednak cofnijmy się trochę w czasie do października, gdzie odwiedziłam Kraków wraz z Mają, Klaudią, Cat, Martą, Robertem, Pawłem i Jagodą i to było świetne przeżycie, które było serio – niepowtarzalne. Uwielbiam z Wami rozmawiać o wszystkim i o niczym i uwielbiam kombinować z Wami co zjeść na obiad czy na śniadanie. A do tego – chodzić do świetnych autorów, jakimi są Remigiusz Mróz, z którego twórczością zapoznałam się niedawno, oraz Aneta Jadowska, której cykl o Dorze dopiero zaczynam, jednak pokochałam świat Dziewczyny z dzielnicy cudów. W sumie w Krakowie zaczęła się moja przygoda z kręceniem a efekty możecie obejrzeć i u Pawła i u Klaudii, więc zapraszam serdecznie 😀

No dobra, ale co jeśli chodzi o powieści? Co jeśli chodzi o wpisy? Co jeśli chodzi o filmy?
Mówiąc o powieściach w październiku(kiedy to było?) przeczytałam kilka naprawdę dobrych powieści i dzięki współpracy z Harper Collins dotarły do mnie dwie świetne powieści, ale! drugiego października pojawiła się też recenzja najnowszej Sarah Dessen, którą jak każdą jej powieść uwielbiam. Więc co z tym październikiem?

COŚ ŚWIĘTEGO

SZÓSTKA WRON (O BOŻE!!!)

PONAD WSZYSTKO

GWIAZDA WSCHODU

BŁĄD

HOW TO DATE A DOUCHEBAG

Natomiast jeśli chodzi o recenzje listopada, to niestety jest ich mało, bo pojawił się natłok obowiązków i do tego kanał, ale jeśli o nie chodzi to pojawiły się:

NIE PODDAWAJ SIĘ

SISI. SAMOWOLNA CESARZOWA

KASACJA

MROCZNIEJSZY ODCIEŃ MAGII

Okey, nie jest to świetny i cudowny wynik, ale jednak – jestem zadowolona. Jakoś w listopadzie straciłam wenę na czytanie i to był mój główny problem.

Idąc dalej i zmierzając do filmów oraz seriali, obejrzałam i śmiałam się do łez przy AO NO EXORCIST oraz wzruszyłam do łez przy YOUR LIE IN APRIL, które Wam polecam najbardziej na świecie, prawie tak bardzo jak Szóstkę wron! Niestety nie wzięłam się za żadne komiksy w tym okresie, ale za to rozpoczęłam dwa nowe cykle, które chce kontynuować czyli POSZUKIWANIE BLIŹNIAKA oraz ROZMOWY(NIE)ZBYTPOWAŻNE.
Pojawiły się dwie odsłony pierwszego cyklu, poszukiwałam powieści podobnych do UKŁADU oraz SZÓSTKI WRON, a jeśli chodzi o drugi cykl to przeprowadziłam wywiad z MAJĄ K. na który Was serdecznie zapraszam.

Jak tak czytam i patrzę i spoglądam, to okazuje się, że oba miesiące miałam bardzo pracowite i po prostu wypełnione do milimetra. Więc – nie obrażajcie się, wciąż pamiętam o blogu, jednak obserwujcie też moje postępy na YT, bo czasem może być tak, że recenzja pojawi się tu i tu albo tylko tu albo tylko tam… Wiadomo o co chodzi haha

Mało oryginalna

Recenzja #162: Jaki romans nie jest dla mnie?

555

dimily-tom-1-czy-wspominalam-ze-cie-kocham-b-iext41810668

Tytuł: Czy wspominałam, że Cię kocham?
Autor: Estelle Maskame
Cykl: DIMILY #1
Wydawnictwo: Feeria Young
Ilość stron: 408

Sięgając po tę powieść nie za bardzo wiedziałam czego się spodziewać. Po pierwsze – jest to powieść chwalona wszędzie. Po drugie – jest to powieść o której bardzo dużo się słyszy na social mediach czy nawet za granicą. Po trzecie – czytała ją moja sąsiadka i powiedziała, że jest super, więc w końcu musiałam sięgnąć. Ale… wszystko okazało się porażką.

O co chodzi?

Rodzice Eden Munro rozwiedli się już kilka lat temu, i od tego czasu dziewczyna nie widziała swojego ojca. Teraz jedzie z Portland do Santa Monica w Kalifornii, by spędzić lato z nim i jego nową rodziną: żoną i jej trzema synami, z których każdy jest obdarzony silnym charakterem. Najstarszy z nich, Tyler Bruce, to zbuntowany nastolatek o wybuchowej naturze i wybujałym ego, kompletne przeciwieństwo przyrodniej siostry. On i jego paczka biorą Eden pod swoje skrzydła, pozwalając jej doświadczyć zupełnie nowych dla niej przeżyć – imprez, plażowania i… łamania zasad. Tyler pozostaje dla niej zagadką, a im bardziej stara się go rozgryźć, tym mniej o nim wie i tym bardziej czuje, że rodzi się między nimi coś więcej. A przecież nie powinna interesować się swoim przyrodnim bratem w ten sposób. To zakazane! /lubimyczytac.pl

Zacznę od głównej bohaterki, która początkowo wydawała mi się bardzo sztywna i dość taka powtarzalna. Ot, jest sobie dziewczyna, której świat się nagle zmienia i z małego miasteczka uderza w wielki i nieznany świat. Historia rodem jak z taniego Hollywoodu, prawda? Dlatego nie mogłam się do niej przekonać, jednak wchodząc głębiej w opowieść poznawałam nowe aspekty jej postaci i… moja opinia się nie zmieniła. Wciąż była tą głupkowatą często w swoich decyzjach postacią, której nie potrafiłam strawić. Ale ile razy zdarzyło się tak, że sytuację ratowali bohaterowie poboczni? Niestety w tym wypadku również ten scenariusz odpada, bo spotykamy się z charakterami powtarzalnymi i po prostu nudnymi. Do tego główny bohater męski? UH! Na jego upartość i w ogóle na upartość tej dwójki nie mam słów.

Jeśli zaś chodzi o fabułę, to znów mamy niestety do czynienia z bardzo często spotykanym scenariuszem, który rozwija się zgodnie z naszymi przewidywaniami. Najgorsze jest jednak to, że po pewnym czasie jest on bardzo irytujący. I okey, pojawiają się problemy i masa cierpienia, które naprawdę przygniata czytelnika; i okey, jest romans, który niby potrafi poruszyć serce, jednak to do mnie nie przemawia. Do tego, według mnie początek powieści bardzo się dłuży, miałam bardzo duży problem by w ogóle w tę książkę się wciągnąć. Wydaje mi się, że jest to ten typ opowieści, który skierowany jest do młodszego czytelnika, który mało powieści w życiu przeczytała i nie zna jeszcze wszystkich schematów rządzącymi literaturą.

Autorka ma bardzo lekki styl i w sumie tylko dzięki niemu dotrwałam do końca powieści. Niestety czasem dialogi się nie łączą i nie tworzą takiej ładnej i składnej całości. Jednak muszę pochwalić barwne i naprawdę ładnie skonstruowane opisy.

Autorka do mnie kompletnie nie przemawia. Ani jej pomysł na fabułę ani sami bohaterowie. Niestety wydaje mi się, że miała to być powieść lekka i przyjemna bez większego przekazu i właśnie to otrzymamy sięgając po pierwszy tom serii DIMILY. Jednak pojawia się problem taki, że czytałam o wiele lepsze lekkie powieści, które potrafiły mnie rozśmieszyć i rozczulić. Po prostu się z Estelle Maskame nie polubimy.

Powieść otrzymałam dzięki Booktourowi organizowanemu przez Moje spojrzenie na kulturę

Mało oryginalna

Rozmowy(nie)zbytPoważne #1 : Maja K.

wywiad

Zawsze chciałam stworzyć taki cykl, gdzie będę zadawać pytania blogerom, booktuberom i innym osobistościom książkowym. Jednak chciałam to zrobić w jakimś innym stylu, bardziej luźno i zabawnie i tak powstały Rozmowy(nie)zbytPoważne, gdzie zadaje pytania oderwane od rzeczywistości a moi goście bardziej stawiają na kreatywność niż na proste odpowiedzi. A do tego każdy mój gość odpowiada na inne pytanie, przygotowane specjalnie z myślą o nim. Lecimy!

Moim pierwszym gościem, tak od razu z grubej rury, jest Maja K. czyli ta the best of the best na booktubie. Autorka świetnych filmów i naprawdę niesamowita montażystka. Jednak ze mną musiała stawić czoła trudnym pytaniom, wygrać ze swoim wewnętrznym strachem i wytężyć każdy palec, by odpowiedzieć w poważnym stylu, bo przecież jesteśmy poważnymi ludźmi. Dlatego moim pierwszym pytaniem było:

Mało oryginalna: Co myślisz o tytule powieści: Jak unikać wielkich statków morskich?
Maja K.: *teraz googluję czy taka istnieje*
Istnieje.
Tytuł sugeruje, że książka to coś z mojej ukochanej kategorii – poradnik. Wiem, że wcześniej nie wspominałam Ci o tym droga Zuzanno, ale moim skrytym marzeniem od zawsze było poznać porady w kwestii unikania wielkich statków morskich, których od dziecka panicznie się boję. Gdybym zdobyła takową wiedzę, moje życie byłoby wreszcie w pełni szczęśliwe, więc teraz pozostaje mi jedynie czekać, aż ktoś z moich bliskich znajomych przeczyta ten cudowny wywiad i zechce podarować mi Jak unikać wielkich statków morskich? na zbliżające się święta. Ale, ale… czy ja odpowiedziałam w ogóle na Twoje pytanie? O tytule myślę tyle, że jest spełnieniem moich marzeń! Jest cudowny!

Mało oryginalna: Najpierw był Voldemort czy Gandalf?
Maja K.: To pytanie jest trudne i wymaga porządnego uzasadnienia. To jakbyś pytała mnie: jajko czy kura (z wiadomych względów jajkiem byłby nasz beznosy bohater), a człowiek, który mógłby wytłumaczyć Ci jak przebiegała ewolucja ze mnie marny. Podejdźmy więc do sprawy bardziej „na logikę”. Sądząc po długości brody powinien wygrać Gandalf, bo gołym okiem widać, że wyhodowanie jej zajęło mu wiele lat, więc stary być musi. Z drugiej strony przywołuję w wyobraźni obraz Voldemorta – łysiaka. Za łysością łysiaka prawdopodobnie kryje się coś poważnego. Historia, której nikt się nie spodziewał. U Voldemorta wykryto nowotwór nosa! To tłumaczy, więc dlaczego owa postać go nie posiada – został wycięty wraz z guzem. Miało być dobrze, ale dobro to coś co nie idzie w parze ze złym bohaterem, więc… przerzuty -> chemia -> łysiak. Badania amerykańskich uczonych udowodniły, że nowotwór nosa to przypadłość spotykana w większości u osób w bardzo podeszłym wieku, a więc… NUMEREM JEDEN JEST ŁYSIAK.

Mało oryginalna: Czy sądzisz, że najnowsze wielkie odkrycie literackie czyli Cacao DeComerreno, o którym ostatnio przycichło, w końcu się ujawni? Czy jednak pozostanie w ukryciu nawet jeśli nominują go do literackiego Nobla?
Maja K.: Powiem tak: miałam nieprzyjemność zapoznać się z twórczością tego Pana i… lepiej dla niego, by nigdy się nie ujawniał. TO BYŁO NAJGORSZE DOŚWIADCZENIE LITERACKIE W CAŁYM MOIM ŻYCIU!!! Z bardziej przereklamowanym pisarzem nie miałam do czynienia chyba od czasu… Dobra – NIGDY! Twórczość Cacao DeComerreno to jakiś żart. Dodam, że całkowicie nieśmieszny i upokarzająco kiepski. Nominacją do Nobla Cacao zdecydowanie nie musi sobie zaprzątać głowy, bo prędzej dostanie ją moja babcia za komentarze pod zdjęciami rosołu na Facebooku niż on! Także Panie „wielki artysto” Cacao DeComerreno – radzę pozostać anonimowym do końca swoich dni. Proszę także odwołać swoje przybycie na tegoroczne Warszawskie Targi Książki, bo nie zwracam kosztów za terapię, której będzie potrzebował Pan po spotkaniu ze mną. To nie ostrzeżenie. To groźba.

Mało oryginalna: Czy myślałaś kiedyś o karierze rapera?
Maja K.: Jest kilka wybitnie złych rzeczy na świecie. Rapujące kobiety zajmują miejsce w pierwszej piątce. Uznaj więc to za moją odpowiedź.

Mało oryginalna: Jeśli musiałabyś wybrać jednego kompana z książki do obrony ciebie w apokalipsie zombie kto by to był?
Maja K.
: No dobra… skoro nie mogę wziąć Ciebie (bo wiadomka, że byłabyś najlepszym kompanem) wybieram głównego bohatera z debiutanckiej powieści Cacao DeComerreno. Koleś, jako najbardziej irytujący twór świata, przydałby się i to bardzo. Użyłabym go jako tarczy. Swoim irytującym jestestwem albo odpychałby od siebie zombie na odległość 10 kilometrów albo ewentualnie,gdyby jednak zombie zechciały go zasmakować, tak wielkie stężenie pustki mózgowej w przewodzie trawiennym otrułoby je na amen.
(Jakby co Zuzanno, Ciebie nie używałabym jako mojej tarczy, tylko razem skopałybyśmy tyłki zombiakom. Dodaję w razie ewentualnych niejasności)

Mało oryginalna: Oh no przecież jeszcze o jedna rzecz mogę zapytać: jak tam twoja kariera gwiazdy metalowej i jak tam twój związek z klocuchem?
Maja K. : 
Aktualnie jesteśmy na etapie wyparcia. On wypiera się, że mnie zna – ja wypieram się, że on wypiera się mnie. Będziemy jednak nad tym pracować, bo miłość jak nasza nie zdarza się często i dlatego mam pewność, że nie rozstaniemy się już nigdy. O mojej muzyce wolałabym nie mówić na razie zbyt wiele, bo podpisując umowę z wytwórnią zobowiązałam się zachować w tajemnicy informację o tym, że debiutancka płyta ukaże się pod koniec tej zimy. Sama więc rozumiesz, prawda?

Mało oryginalna: Dziękuję Ci za odpowiedzi Maju.
Maja K. : Nie ma problemu.