Recenzja #190: Na końską podkowę!

moja-lady-jane-b-iext50164957

Tytuł: Moja Lady Jane
Autor(ki): Cynthia Hand, Brodi Ashton, Jodi Meadows
Cykl: My Lady Jane #1
Wydawnictwo: SQN

Ogólnie to wiecie, że bardzo lubię powieści historyczne, jednak muszą mieć one jakąś fabułę z dodatkową narracją ze strony bohaterów, jak w przypadku powieści o Sisi. W Mojej Lady Jane, nie dość, że mam świetne postaci i wartką akcję, to jeszcze dawkę naprawdę niepowtarzalnego humoru.

O co chodzi?

Zacznę od bohaterów, którzy po prostu powalili mnie swoją barwnością i kreatywnością. Edward jest królem, jednak jest on tak uroczym i po prostu zabawnym charakterem, że nie da się go nie lubić. Obok niego pojawia się Jane, która ma swoje książki i swoją wiedzę, a do tego nie zamierza w najbliższym czasie wychodzić za mąż, bo tak naprawdę – po co jej facet jeśli ma swoje powieści? Nie mówiąc już o G, która rozbroił mnie swoją bezczelnością i urokiem osobistym. Jestem naprawdę pod wrażeniem tego z jaką łatwością autorki potrafi skakać od współczesności do naszej ery, czy to językowo czy to poglądowo.

Jeśli mówimy o fabule, to być może nie jest ona zbyt wyszukana, jednak sytuacje, które się w niej pojawiają są mega oryginalne i odchodzą od schematów. Nie potrafię zliczyć ile razy wybuchałam śmiechem przy niektórych rozwiązaniach autorek, albo ile razy musiałam przerywać lekturę z powodu wzruszenia danymi sytuacjami. Jestem pod wrażeniem tego, jak zgrabnie żonglują one emocjami, jak łatwo, ale jednak kreatywnie, przedstawiają niektóre sceny i po prostu – z jaką delikatnością wrzucają swoje idee, które dotyczą naszych czasów w totalnie inne realia. Naprawdę warte uwagi.

Styl autorek jest genialny. Nie mówię tutaj tylko o tej humorystycznej części, a też o tym, że naprawdę potrafiły slang ze współczesności umieścić w świecie panowania Tudorów, co naprawdę nie jest łatwym zadaniem

Ja jestem powieścią zachwycona. Jestem naprawdę pod wrażeniem tego jak autorki podeszły do tematu, jestem pod wrażeniem tego jak całość się prezentuje, bo prezentuje się świetnie, oraz w jakie konwencje weszły. Zakochałam się w tym świecie i uśmiałam jak nigdy. Świetna powieść.

SUPER KONKURS SQN: http://mojaladyjane.pl/

RECENZJA NA KANALE!

PRAWDZIWA HISTORIA MOJEJ LADY JANE!

Za powieść dziękuję Wydawnictwu SQN.

Zuza

Recenzja #187: Polskie Supernatural [+ KONKURS]

zniwiraz

okc582adka_300dpi-337x535

Tytuł: Żniwiarz. Pusta Noc.
Autor: Paulina Hendel
Cykl: Żniwiarz #1
Wydawnictwo: Czwarta Strona

Nie lubię porównywać książek do jakiś innych dzieł, czy to filmowych czy to serialowych, czy nawet innych powieści ale jeśli myśl by porównać sama mi się nasuwa, to po prostu muszę to powiedzieć. Tak samo jest w przypadku Żniwiarza.

O co chodzi?

W powieści mamy do czynienia z różną gamą bohaterów i tak jak uwielbiam silne, pewne siebie i po prostu inteligentne heroiny, tak z Magdą miałam pewien problem. Niby jest tym typem bohaterki który lubię, jednak czegoś jej brakowało, być może pewnej cechy charakterystycznej, czegoś co wyróżniałoby ją z tłumu wszystkich tego typu postaci. Jednak na bardzo dużą uwagę zasługuje Feliks, który potrafił mnie doprowadzić do łez, przy jego dialogach nie można pozostać poważnym.

Jeśli chodzi o samo porównanie do serialu Supernatural, to pojawiło się ono w mojej głowie z powodu wątków demonów, upiorów i zjaw z którymi na swój sposób radzi sobie właśnie Magda i Feliks. Sam i Dean przechodzili przez podobne sprawy w podobny sposób i naprawdę można wyczuć ten specyficzny klimat, który łączy się tylko z tym serialem. Jednak w pewnym sensie Żniwiarz jest schematyczny i posiada jakieś swoje utarte ścieżki, ale dla tego świata duchów i zjaw, warto po powieść sięgnąć.

Autorka ma bardzo dobry styl pisania jeśli chodzi o opisy bohaterów i opisy akcji jaka się dzieje, do dopracowania są dialogi, które czasem gdzieś tam zagubiły się w bohaterach i brzmiały zbyt tandetnie.

Mówiąc szczerze, mi się podobało. Klimat jak z Supernatural mnie uwiódł i znalazłam bohatera, którego historia mnie przyciągnęła i którego bardzo polubiłam. Jestem ciekawa kolejnej części i tego jak rozwinie się sytuacja, więc… CZEKAM!

RECENZJA NA KANALE!

KONKURS NA INTAGRAMIE!

Dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona za egzemplarze.

Zuza

Recenzja #184: Co ta Stephenie Meyer? + KONKURS

chemik

chemik-w-iext47985496

Tytuł: Chemik
Autor: Stephenie Meyer
Wydawnictwo: Edipress
Ilość stron: 520

Być może gdybym nie znała wcześniejszych dokonań Stephenie Meyer to nie byłam tak rozczarowana, jednak w związku z tym, że byłam wielkim fanem Zmierzchu i wciąż jestem wielkim fanem Intruza, to powieść ta dla mnie ma bardzo dużo do zarzucenia.

O co chodzi?

Zacznę od głównej bohaterki, która była jednym z większych plusów tej powieści. Potrafiła poradzić sobie w każdej sytuacji a do tego musimy dodać jej zabójczość i brutalność. Była po prostu naprawdę twardą bohaterką, tak bardzo różniącą się od wszystkich wcześniejszych tworów Meyerowej. Jednak towarzyszył jej w tym wszystkim bardzo słaby męski charakter, który nie potrafił postawić na swoim i po prostu był… pod pantoflem. Romans pomiędzy tą dwójką przebiegał lekko naciąganie, za szybko i po prostu jakoś tak… sztywno? Nie potrafiłam odnaleźć napięcia w tej relacji.

Do tego napięcia nie potrafiłam odnaleźć w samej fabule. Niby akcja jest niby coś się dzieje, jednak potem nagle wszystko znika. Zbyt duże okresy były pomiędzy danymi sytuacjami, zbyt duże odstępy czasu i rozdziałów. Bo naprawdę ale opisy teog jak główna bohaterka robi sobie śniadanie na trzech stronach, nie były potrzebne. Jednak muszę przyznać, że sama fabuła miała coś w sobie, taki element zaskoczenia, zaciekawienia i tak naprawdę przez ten element, miałam ochotę przeczytać powieść do końca.

Jeśli mówimy o stylu pisania to nie mogę nie wspomnieć o zbyt długich opisach, które były totalnie niepotrzebne i nudne. Rozkładały bez sensu akcję w czasie. Jednak dialogi były jak najbardziej w porządku, tworzyły charakter postaci i potrafiły opisać dane uczucia bohaterów.

Być może miałam wobec tej powieści, zbyt duże wymagania, w końcu sądziłam, że to Stephenie Meyer, która ma już za sobą kilka powieści i stworzy coś równie dobrego jak Intruz, z napięciem wokół bohaterów i naprawdę świetnie skonstruowanym romansem, ale niestety wyszło trochę coś innego. Ale jeśli macie ochotę na powieść na jeden wieczór to właśnie taka książka. Lekka i bez zobowiązań.

RECENZJA I ROZDANIE NA KANALE!

Dziękuję za egzemplarz wydawnictwu Edipresse.

Zuza

Rozmowy(nie)zbytPoważne #3: Odczytaj

klaudia

Zawsze chciałam stworzyć taki cykl, gdzie będę zadawać pytania blogerom, booktuberom i innym osobistościom książkowym. Jednak chciałam to zrobić w jakimś innym stylu, bardziej luźno i zabawnie i tak powstały Rozmowy(nie)zbytPoważne, gdzie zadaje pytania oderwane od rzeczywistości a moi goście bardziej stawiają na kreatywność niż na proste odpowiedzi. A do tego każdy mój gość odpowiada na inne pytanie, przygotowane specjalnie z myślą o nim. Lecimy!

Wiem o tym, że miałam to robić co miesiąc ale jednak coś tam wyskoczyło, coś się zmieniło, kanał trzeba ogarniać i tak dalej. A moim dzisiejszym gościem jest w sumie specjalna i jedyna w swoim rodzaju osoba z którą mega zgrałyśmy się na Krakowskich Targach Książki i chyba właśnie zamiłowanie do jedzenia nas do siebie zbliżyło… A jest nią: Klaudia z kanału Odczytaj ♥

Zuza: Czy kiedykolwiek wyobrażałaś sobie siebie łysą? Jeśli tak, albo nawet jeśli nie, to jak myślisz, jakie to uczucie?

Odczytaj: Chyba każdy kiedyś wyobrażał sobie siebie bez włosów. I szczerze, to jedyne czego jestem pewna to to, że musi być to baaardzo dziwne uczucie, ale to na pewno dlatego, że nie jestem do niego przyzwyczajona.

Zuza: Wybierz sobie swojego Patronusa. Dlaczego akurat taki wybór?

Odczytaj: Jamnik! Wybór niepopularny i wydaje się śmieszny, ale jeżeli uważacie, że jamnik nie byłby w stanie pokonać Dementora, to chyba nie widzieliście wkurzonego albo obrażonego jamnika. Przecież on zabija samym wzrokiem. Plus wyobraźcie sobie małego, odważnego jamniczka na króciutkich nóżkach, który biegnie pokonać zło. Nie ma nic piękniejszego.

Zuza: Co byś zrobiła gdyby twoim nowym sąsiadem okazał się członek zespołu The Vamps?

Odczytaj: Myślę, że wtedy starałabym się być w domu jak najczęściej. Pewnie nawet zajęłabym się nagle uprawianiem ogródka.

Zuza: Wspaniałe stulecie czy Moda na sukces, jeśli musiałabyś wybrać któryś z tych seriali za ten który będziesz oglądać do końca życia to który by to był i dlaczego?

Odczytaj: Wspaniałe stulecie! Film kostiumowy zawsze lepszy. Ale szczerze, to Moda na sukces wydaje się śmieszniejsza w swojej głupocie, więc może jednak… Niby takie złe oba, a jednak wybrać jedno trudno. Jak żyć?

Zuza: Do twojego domu nagle wbija mafia, musisz wybrać jedno bohatera książkowego, który by ci pomógł, kto to by był i dlaczego?

Odczytaj: Koszmarna wizja. Po pierwsze dlatego, że śmiertelnie boję się, że w nocy ktoś może mnie napaść, a mafia pewnie wbiłaby w nocy. Jeden bohater? Tylko jeden?! Ja nie wiem czy jakikolwiek jeden bohater by mnie obronił przed mafią. Ale gdyby jakiś miał to wybrałabym na pewno któregoś z herosów ze świata Ricka Riordana. Hmmm, Nico! Nico di Angelo byłby najlepszy, bo mógłby mnie przenieść szybciutko w inne miejsce!

Zuza: Czy sięgnęłabyś po powieść „Najlepsze co może przydarzyć się rogalikowi”? (tak, taka powieść istnieje)

Odczytaj: Oczywiście, że tak! Po pierwsze dlatego, że chcę bardzo wiedzieć, co jest najlepszym, co może się przytrafić rogalikowi. No bo najgorszego to się raczej domyślam. Po drugie dlatego, że rogalik to jedzenie, a jedzenie jest cudowne, książki są cudowne, więc książka o jedzeniu musi być też cudowna. Prawda?

Jak zawsze dziękuję za odpowiedzi i to była bardzo wielka przyjemność rozmawiać z Klaudią, oczywiście zapraszam na jej kanał – Odczytaj.

Jak Wam się podobało? I jakiego booktubera albo blogera, chcielibyście żebym podpytała w kolejnej odsłonie cyklu?

Jak to mówi Klaudia – Besos.

Zuza

Rozmowy(nie)zbytPoważne #2: P42

p42

Zawsze chciałam stworzyć taki cykl, gdzie będę zadawać pytania blogerom, booktuberom i innym osobistościom książkowym. Jednak chciałam to zrobić w jakimś innym stylu, bardziej luźno i zabawnie i tak powstały Rozmowy(nie)zbytPoważne, gdzie zadaje pytania oderwane od rzeczywistości a moi goście bardziej stawiają na kreatywność niż na proste odpowiedzi. A do tego każdy mój gość odpowiada na inne pytanie, przygotowane specjalnie z myślą o nim. Lecimy!

Dzisiaj Mikołajki, więc oczywiście, że musiałam mieć specjalnego i jedynego w swoim rodzaju gościa, a jest nim… P42 :3 Chłopak z którym poznałam się niedawno ale od razu się polubiłam. Być może nasz gust czytelniczy jest inny, ale nie poczucie humoru 😀

Mało oryginalna: Gdybyś miał wybrać jednego Pokemona którym mógłbyś się stać, jakiego byś wybrał i dlaczego?

P42: Bez wątpienia postawiłbym na Alakazama. Perspektywa posiadania ze sobą dwóch łyżek gdziekolwiek się znajduję wydaje się bardzo praktyczna – zarówno pod kątem gastronomicznym jak i samoobronnym.

Mało oryginalna: Wyobraź sobie, że istnieje film „Mordercza opona”, jeśli nie oglądałeś tego filmu, albo nawet jeśli oglądałeś, wymyśl alternatywne zakończenie.

P42: Zakończenie wydaje mi się oczywiste – po ostatecznym pokonaniu opony przez rząd USA za pomocą bomby atomowej, w pozostałościach gumy naukowcy odnajdują rozerwane łańcuchy polimerowe, które jako całość były lekiem na śmierć. Opona okazuje się być transporterem tego daru od obcej cywilizacji, który podążał za każdą napotkaną osobą i nie chciał zabijać. W ten sposób ludzkość utraciła swoją jedyną szanse na nieśmiertelność. Jeśli ktoś wie, zakończenie jakiej książki zainspirowało mnie do tej odpowiedzi to ściskam mentalnie dłoń.

Mało oryginalna: Jeśli miałbyś zamienić się w jednego z greckich bogów, to w jakiego i dlaczego? (to wcale nie przytyk do Riordana)

P42: Mój wybór padłby na Eos. Zanim przejdę do zalet, pragnę zaznaczyć iż zwana jest ona przez rzymian Aurorą, a jak powszechnie wiadomo uwielbiam Aurorę Aksnes. Jako Eos miałbym skrzydła, a o więcej chyba nie trzeba prosić. Ponadto jako fotografowi jutrzenki i zorze polarne przydałyby mi się na każdym zdjęciu stąd zdecydowałem się właśnie na ich patronkę.

Mało oryginalna: Wiem, że niedługo masz studniówkę. Jeśli mógłbyś wybrać jedną bohaterkę książkową, to z którą z nich poszedłbyś na bal?

P42: Vin ze „Z mgły zrodzonego” Brandona Sandersona. Po pierwsze to świetna bohaterka. Po drugie udając Lady Valette Renoux nauczyła się tańczyć. A po trzecie mógłbym tak jak Elend wziąć ze sobą na bal książkę i ostentacyjnie ją przy niej czytać! 🙂

Mało oryginalna: Wyobraź sobie najbardziej bezsensowną super moc jaką mógłbyś posiadać. Co to za moc i na czym polega?

P42: Super moc połowicznego przenikania przez obiekty (czyli nie mogę całym ciałem przejść np przez ścianę). Dzięki temu miałbym prostą drogę od biurka do lodówki, nie musiałbym unikać ścian nośnych i framug. I nie jest to coś wymyślone na potrzebę pytania. Serio o tym myślałem.

Jak zawsze – dziękuję gościowi za odpowiedzi i zapraszam na kanał Pawła – P42.

Jak Wam się podobało? Niektóre odpowiedzi serio potrafiły rozbawić a w ten mikołajowy czas właśnie o to chodzi :3

Mało oryginalna&P42

Rozmowy(nie)zbytPoważne #1 : Maja K.

wywiad

Zawsze chciałam stworzyć taki cykl, gdzie będę zadawać pytania blogerom, booktuberom i innym osobistościom książkowym. Jednak chciałam to zrobić w jakimś innym stylu, bardziej luźno i zabawnie i tak powstały Rozmowy(nie)zbytPoważne, gdzie zadaje pytania oderwane od rzeczywistości a moi goście bardziej stawiają na kreatywność niż na proste odpowiedzi. A do tego każdy mój gość odpowiada na inne pytanie, przygotowane specjalnie z myślą o nim. Lecimy!

Moim pierwszym gościem, tak od razu z grubej rury, jest Maja K. czyli ta the best of the best na booktubie. Autorka świetnych filmów i naprawdę niesamowita montażystka. Jednak ze mną musiała stawić czoła trudnym pytaniom, wygrać ze swoim wewnętrznym strachem i wytężyć każdy palec, by odpowiedzieć w poważnym stylu, bo przecież jesteśmy poważnymi ludźmi. Dlatego moim pierwszym pytaniem było:

Mało oryginalna: Co myślisz o tytule powieści: Jak unikać wielkich statków morskich?
Maja K.: *teraz googluję czy taka istnieje*
Istnieje.
Tytuł sugeruje, że książka to coś z mojej ukochanej kategorii – poradnik. Wiem, że wcześniej nie wspominałam Ci o tym droga Zuzanno, ale moim skrytym marzeniem od zawsze było poznać porady w kwestii unikania wielkich statków morskich, których od dziecka panicznie się boję. Gdybym zdobyła takową wiedzę, moje życie byłoby wreszcie w pełni szczęśliwe, więc teraz pozostaje mi jedynie czekać, aż ktoś z moich bliskich znajomych przeczyta ten cudowny wywiad i zechce podarować mi Jak unikać wielkich statków morskich? na zbliżające się święta. Ale, ale… czy ja odpowiedziałam w ogóle na Twoje pytanie? O tytule myślę tyle, że jest spełnieniem moich marzeń! Jest cudowny!

Mało oryginalna: Najpierw był Voldemort czy Gandalf?
Maja K.: To pytanie jest trudne i wymaga porządnego uzasadnienia. To jakbyś pytała mnie: jajko czy kura (z wiadomych względów jajkiem byłby nasz beznosy bohater), a człowiek, który mógłby wytłumaczyć Ci jak przebiegała ewolucja ze mnie marny. Podejdźmy więc do sprawy bardziej „na logikę”. Sądząc po długości brody powinien wygrać Gandalf, bo gołym okiem widać, że wyhodowanie jej zajęło mu wiele lat, więc stary być musi. Z drugiej strony przywołuję w wyobraźni obraz Voldemorta – łysiaka. Za łysością łysiaka prawdopodobnie kryje się coś poważnego. Historia, której nikt się nie spodziewał. U Voldemorta wykryto nowotwór nosa! To tłumaczy, więc dlaczego owa postać go nie posiada – został wycięty wraz z guzem. Miało być dobrze, ale dobro to coś co nie idzie w parze ze złym bohaterem, więc… przerzuty -> chemia -> łysiak. Badania amerykańskich uczonych udowodniły, że nowotwór nosa to przypadłość spotykana w większości u osób w bardzo podeszłym wieku, a więc… NUMEREM JEDEN JEST ŁYSIAK.

Mało oryginalna: Czy sądzisz, że najnowsze wielkie odkrycie literackie czyli Cacao DeComerreno, o którym ostatnio przycichło, w końcu się ujawni? Czy jednak pozostanie w ukryciu nawet jeśli nominują go do literackiego Nobla?
Maja K.: Powiem tak: miałam nieprzyjemność zapoznać się z twórczością tego Pana i… lepiej dla niego, by nigdy się nie ujawniał. TO BYŁO NAJGORSZE DOŚWIADCZENIE LITERACKIE W CAŁYM MOIM ŻYCIU!!! Z bardziej przereklamowanym pisarzem nie miałam do czynienia chyba od czasu… Dobra – NIGDY! Twórczość Cacao DeComerreno to jakiś żart. Dodam, że całkowicie nieśmieszny i upokarzająco kiepski. Nominacją do Nobla Cacao zdecydowanie nie musi sobie zaprzątać głowy, bo prędzej dostanie ją moja babcia za komentarze pod zdjęciami rosołu na Facebooku niż on! Także Panie „wielki artysto” Cacao DeComerreno – radzę pozostać anonimowym do końca swoich dni. Proszę także odwołać swoje przybycie na tegoroczne Warszawskie Targi Książki, bo nie zwracam kosztów za terapię, której będzie potrzebował Pan po spotkaniu ze mną. To nie ostrzeżenie. To groźba.

Mało oryginalna: Czy myślałaś kiedyś o karierze rapera?
Maja K.: Jest kilka wybitnie złych rzeczy na świecie. Rapujące kobiety zajmują miejsce w pierwszej piątce. Uznaj więc to za moją odpowiedź.

Mało oryginalna: Jeśli musiałabyś wybrać jednego kompana z książki do obrony ciebie w apokalipsie zombie kto by to był?
Maja K.
: No dobra… skoro nie mogę wziąć Ciebie (bo wiadomka, że byłabyś najlepszym kompanem) wybieram głównego bohatera z debiutanckiej powieści Cacao DeComerreno. Koleś, jako najbardziej irytujący twór świata, przydałby się i to bardzo. Użyłabym go jako tarczy. Swoim irytującym jestestwem albo odpychałby od siebie zombie na odległość 10 kilometrów albo ewentualnie,gdyby jednak zombie zechciały go zasmakować, tak wielkie stężenie pustki mózgowej w przewodzie trawiennym otrułoby je na amen.
(Jakby co Zuzanno, Ciebie nie używałabym jako mojej tarczy, tylko razem skopałybyśmy tyłki zombiakom. Dodaję w razie ewentualnych niejasności)

Mało oryginalna: Oh no przecież jeszcze o jedna rzecz mogę zapytać: jak tam twoja kariera gwiazdy metalowej i jak tam twój związek z klocuchem?
Maja K. : 
Aktualnie jesteśmy na etapie wyparcia. On wypiera się, że mnie zna – ja wypieram się, że on wypiera się mnie. Będziemy jednak nad tym pracować, bo miłość jak nasza nie zdarza się często i dlatego mam pewność, że nie rozstaniemy się już nigdy. O mojej muzyce wolałabym nie mówić na razie zbyt wiele, bo podpisując umowę z wytwórnią zobowiązałam się zachować w tajemnicy informację o tym, że debiutancka płyta ukaże się pod koniec tej zimy. Sama więc rozumiesz, prawda?

Mało oryginalna: Dziękuję Ci za odpowiedzi Maju.
Maja K. : Nie ma problemu.