Recenzja #179: Pierwsze życie jest ciężkie.

firstlife

firstlife_-pierwsze-zycie__9788327625038

Tytuł: Firstlife. Pierwsze życie.
Autor: Gena Showalter
Cykl: Firstlife #1
Wydawnictwo: HarperCollinsPolska

Znacie ten schemat.
Masz wielkie wyobrażenie o powieści. Czujesz, wiesz i po prostu chcesz, żeby to była świetna i niepowtarzalna, jedyna w swoim rodzaju przygoda. Jednak tak to nie działa, bo nawet jeśli się pomodlisz, powieść nie staje się lepsza.

O co chodzi?

Więc zaczęłam się modlić. Ale nie na początku. Ogólnie jeśli właśnie zaczniemy od fabuły, to mamy tutaj naprawdę coś… specyficznego. Świat, który stworzyła autorka przyciąga i po prostu wciąga do siebie, bo kto z nas nie zastanawiał się nad życiem po śmierci? Showalter tworzy totalnie nowy, unikalny sposób na postrzeganie tej kwestii, który naprawdę doceniam. Jednak miał on kilka luk, ale przymknęłam na nie oko. Idąc dalej, fabuła dość mocno leży. Leży dlatego, że autorka miała milion pomysłów i całą historię, tak naprawdę, oparła na rozdwojeniu głównej bohaterki pomiędzy dwie odrębne frakcje. Co nie okazało się dobrym pomysłem. Bo nawet jeśli coś się dzieje i jest akcja, strzelają się i biegają w około, to jednak coś tutaj umyka. Umyka nam całe napięcie, a tego niestety autorce nie przebaczę.

Nasza główna bohaterka, z początku naprawdę fascynująca, w połowie zaczyna być męcząca. Nie potrafiłam jej znieść. Naprawdę, starałam się, jednak jej dialogi, jej (często) głupkowate myślenie czy naprawdę bezsensowne przemyślenia, doprowadzały mnie do szału. Towarzyszą jej dwie, niby oryginalne, ale jednak nie, postacie męskie, które obrazują rozdwojenie głównej bohaterki na dwie frakcje. I tak jak pokochałam Ashera, bo jest naprawdę niestandardowym wyborem, jeśli chodzi o charakter, to Killian mnie totalnie od siebie odrzucił, jest tak bardzo powtarzalnym, tak schematycznym i po prostu nudnym bohaterem, że naprawdę brak mi słów.

Autorka chciała zastosować nie tyle język młodzieżowy, co humorystyczny, jednak, moim zdaniem, średnio jej to wyszło. Często zamiast śmiać się miałam zniesmaczoną minę i po prostu zirytowaną.

Miałam duże wymagania, nie będę tego ukrywać. Chciałam czegoś oryginalnego, niepowtarzalnego i po prostu niesamowitego, a dostałam dość schematyczną, często przewidywalną i nudną historię. Chyba po prostu Showalter mi się przejadła. Jednak jeśli podobała Wam się Alicja w krainie zombie, to warto sięgnąć, bo może akurat trafi ona w Wasze gusta.

Za powieść dziękuję Wydawnictwu HarperCollinsPolska

Zuza

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s