Recenzja #176: Miłość wybacza wszystko a kosmos to rozwiązanie.

fobos

fobos-tii

Tytuł: Fobos. Tom 2
Autor: Victor Dixen
Cykl: Fobos #2
Wydawnictwo: Otwarte
Ilość stron: 508

CZYTAJCIE TYLKO JEŚLI CZYTALIŚCIE PIERWSZĄ CZĘŚĆ.

Otwieracie oczy. Wokół Was czujecie kompletny zastój powietrza. Oddychacie powoli o rozglądacie się wokół, jednak za oknem nie czeka na was miły widok. Widzicie tysiące gwiazd i właśnie w tym momencie uświadamiacie sobie, że bierzecie udział w kosmicznej wyprawie. Wyprawie, która może Was kosztować życie.

O co chodzi?

Nasi główni bohaterowie stoją przed naprawdę trudnym zadaniem. Nagle okazuje się, że ich miłość nie przetrwa a cała wieczność na Marsie była bujdą na kółkach. Jednak czy się poddają? Nie. I to jest w nich najlepsze. Każdy na swój sposób radzi sobie z całą sytuacją na statku i wciąż każdy z nich zaskakuje oryginalnym i barwnym charakterem. Tak jak w poprzedniej recenzji pisałam, najbardziej do gustu przypadła mi Leo, która niezłomna i po prostu odważna, pokazuje swoje zdolności przywódcze. Dalej pojawia się zabawna i zaskakująca Kelly, która rozładowywała każdą możliwą sytuację. Z męskiej części załogi najbardziej wybija się Aleksiej, jednak w negatywnym tego słowa znaczeniu. W tej części mamy też większy wgląd w życie Harmony, czyli córki twórczyni programu, oraz jej nowego towarzysza, Drew. Oboje świetnie się dopełniają a napięcie pomiędzy nimi zwiększa się z każdą przeczytaną stroną. Trochę po macoszemu natomiast potraktowana jest rola Seleny McBee, która niby ważniejsza postać przypomina mi typową kukłę z głupiutkiego amerykańskiego serialu…

Mówiąc o fabule nie mogę powiedzieć, że dorównuje pierwszej części. Wciąż bardzo dobrze się to wszystko czytało i wciąż strony przeciekały mi przez palce, jednak czegoś tutaj brakowało. I nie chodzi tylko o to, że niektóre sceny opisane były jak z naprawdę taniego serialu klasy E, bardziej chodzi tutaj o lekkie „wypalenie się” materiału. Autor jakby nie za bardzo wiedział co aktualnie w tej chwili chce zrobić, pisał i w pewnym momencie doszedł do wniosku, że powinno się tutaj pojawić takie a takie rozwiązanie, co niestety dla tego typu powieści nie jest dobre. Przez to obniżył dość mocno poziom całej serii, co mnie zasmuciło, bo naprawdę mógłby to dobrze rozwinąć.

W pierwszej części nie miałam zbytnio co narzekać na język, bo tak powieść mnie pochłonęła, że nie potrafiłam się oderwać. Jednak tutaj zwracałam uwagę na częste problemy dialogów, które brzmiały jak wyciągnięte z naprawdę taniej komedii romantycznej niskich lotów. Brakuje mi tej zadziorności i realności z poprzedniej części.

I tak jak charaktery pasażerów dość mocno trzymają poziom, tak obniża go fabuła i dialogi. Jest dość przykro, bo naprawdę po sukcesie pierwszej części i po miłym czasie spędzonym z tą książką, spotkałam się z rozczarowaniem kontynuacją. Dlaczego, autorze, ta historia poszła w taką stronę? Czemu fabuła nie okazała się bardziej przemyślana? Tę powieść można przeczytać tak po prostu, z powodu barwnych charakterów, dobrych pejzaży i lekkości czytania, jednak ostrzegam, że fabuła może was bardzo mocno zirytować.

JEŚLI CHCECIE PRZECZYTAĆ KONIECZNIE ZAJRZYJCIE NA:

MOONDRIVE SHOP

Zuza

Advertisements

2 thoughts on “Recenzja #176: Miłość wybacza wszystko a kosmos to rozwiązanie.

  1. O, to już druga część! A ja jeszcze pierwszej nie czytałam, choć sam pomysł (przynajmniej na pierwszą część) bardzo mi się podobał. Szkoda, że drugim tomem nieco zmarnowano potencjał. A to ma być trylogia?

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s