Recenzja #153: Magia Londynu.

clovis

clovis_front_1000px

Tytuł: Clovis LaFay. Magiczne akta Scotland Yardu.
Autor: Anne Lange
Wydawnictwo: SQN
Ilość stron: 448

Każdy z nas chyba kojarzy niesfornego i zadufanego w swoim umyśle Sherlocka Holmesa. Głównie z jego powodu chciałam sięgnąć po historię Clovisa, bo jestem zakochana w tego typu bohaterach i ich opowieściach. Do tego połączono to z magicznymi stworzeniami, więc co tutaj dużo mówić – nie mogło nie wyjść dobrze.

Clovis LaFay ma kłopoty rodzinne. Nieżyjący już ojciec miał reputację czarnego maga, znacznie starszy przyrodni brat jest wrogo nastawiony, a dzieci tego ostatniego… No cóż, na pewne zaburzenia nie ma jeszcze nazw – jest rok 1873 – co nie znaczy, że nie istnieją te zjawiska.
John Dobson, dawny przyjaciel Clovisa i nadinspektor świeżo utworzonej jednostki wydziału detektywistycznego londyńskiej policji metropolitalnej również ma liczne problemy. Z pieniędzmi nie jest najlepiej, z prowincji przyjechała młodsza siostra, podwładni krzywo patrzą na zwierzchnictwo młodego eksporucznika artylerii, a najgorsze, że w Londynie drastycznie brakuje egzorcystów!
Alicja Dobson waha się: zamążpójście czy pielęgniarstwo? Sęk w tym, że konkurenci się nie tłoczą, a zajęcia z magii leczenia na kursie pielęgniarskim okazały się nie całkiem tym, na co miała nadzieję. Clovis LaFay chętnie służy pomocą w tym drugim problemie, a kto wie, może i w pierwszym? Chociaż czegoś się jakby boi… /wsqn.pl/

Zacznę od tego, że początkowo nie byłam przekonana do kreacji LaFay’a. Wydawał się połączeniem Sherlocka i Watsona, dobrym jednak trochę nieudanym. Jednak potem, gdy nagle wchodzi do akcji i zaczyna się dziać, gdy do głosu dochodzą jego zdolności a do tego rozum, czytelnik nie widzi bez niego tej powieści. Jest idealnie pasującym elementem do całej układanki fabuły i sam jego charakter, trochę nieokrzesany, trochę specyficzny ale sympatyczny po prostu przyciąga do kart historii. Jego zachowanie przypomina pod pewnymi względami Holmesa, jednak nie jest to jego sztampowa podróbka, co oceniam na wielki plus. Towarzyszą mu dwie osobistości, czyli rodzeństwo Dobson. I tak jak do Clovisa musiałam się przyzwyczaić, tak ta dwójka od razu zgarnęła moją sympatię, szczególnie jeśli chodzi o postać Alicji, która jako twarda i nieugięta kobieta, potrafiła stanąć przeciwko wszystkim wokół i iść ścieżką magii. Jej brat, czarujący i silny, a do tego opiekuńczy nie miał problemów z przekonaniem do siebie czytelnika, dlatego gwarantuję, że gdy zaczniecie powieść od razu wpadniecie z nim w dobre stosunki.

Mówiąc o fabule, nie mogę nie wspomnieć, że powieść tworzyła polska autorka, która stworzyła świat realistyczny i namacalny, a do tego tak bardzo magiczny a równocześnie tajemniczy, że nie zdołacie wyjść spod jego czaru. Jestem pod wrażeniem, że mój ojczysty pisarz, potrafi tak cudownie przedstawić XIX-wieczną Anglię, detale i budynki ze szczegółami, które mogłyby świadczyć o przeniesieniu się w czasie i zobaczeniu tego na własne oczy. Jest zaskakująco realnie i po prostu pięknie.

Jeśli chodzi o przygody bohaterów, to magia wypływa z kart historii i po prostu łapie za serce, każdego kto chociaż trochę pragnie jej w swoim życiu. Pojawiają się nie tylko ghoule ale też duchy, do tego z kryminalnymi wątkami w tle. Tajemnice i zagadki wypływają z tej opowieści prosząc o rozwiązanie. Do tego jeszcze dochodzą rozdziały poświęcone młodości Clovisa i Dobsona, dzięki temu pojawią się dodatkowe wątki rodzinne i psychologiczne, które jeszcze bardziej przyciągają do bohaterów i ich przygód.

Autorka pisze świetnym językiem stylizowanym na XIX wiek, co wychodzi jej naprawdę genialnie. Do tego barwne, detaliczne opisy i naprawdę dograne ze sobą dialogi, tworzą pięknie oprawioną historię, której nic więcej nie potrzeba.

Tęsknicie za Conanem Doylem i jego Sherlockiem? Chcielibyście sięgnąć po coś co będzie równie dobre i wciągające? No to nie czekajcie dłużej, po prostu sięgnijcie po nową powieść Anny Lange. Macie tutaj świetnie dogranych bohaterów, których nie powstydziłby się sam geniusz detektyw, do tego obrazowo przedstawioną Anglię, której zapach w tej opowieści czuje się aż nazbyt dobrze. Czy muszę wspominać o magicznych stworzeniach, które jeszcze bardziej przyciągają do kartek? Ah. Jaka to była niesamowita przygoda! Po prostu musicie po nią sięgnąć.

Za powieść dziękuję Wydawnictwu SQN.

Mało oryginalna

Reklamy

5 thoughts on “Recenzja #153: Magia Londynu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s