Recenzja #135: Nigdy o mnie nie zapomnisz.

mimo moich win (1)

9788375154030

Tytuł: Mimo moich win
Autor: Tarryn Fisher
Cykl: Mimo moich win #1
Wydawnictwo: Otwarte
Ilość stron: 320

Zawsze zastanawiałam się jak to będzie spotkać swoją drugą połówkę. Czy będzie to miłość od pierwszego wejrzenia? Czy raczej jedna z tych historii, gdzie się nienawidzimy a potem nagle kochamy? Jedno jest pewne, a powieść Tarryn Fisher udowadnia to ze zdwojoną siłą, że od tego jedynego nie uciekniemy, a nasze serce oddamy tylko raz.

Nie, nie jestem bez winy, ale zanim mnie osądzisz, pozwól, że coś Ci powiem. Pomyśl o mężczyźnie, którego kochasz najbardziej. Pomyśl o każdej wspólnej chwili wypełnionej rozmowami i milczeniem, o lepszych i gorszych dniach, o budzeniu się u jego boku. A teraz wyobraź sobie, że go tracisz. Ktoś wyszarpał, wydarł ukochanego z Twojego życia i zostawił pustkę. Cholernie niesprawiedliwe, prawda? Mogłabym odpuścić, zapomnieć, wyjechać… Jednak czy zrobiłabyś to samo, gdyby w grę wchodziło odzyskanie każdego wspólnego dnia z ukochanym? Do tej pory cierpiałam. Teraz postanowiłam zawalczyć, nawet jeśli to oznacza, że inni też będą cierpieć. Bo miłość zawsze boli i nadszedł czas, by przygotować się na rany i blizny. A Ty, mimo moich win, nie potępisz mnie. Widzę, że już się wahasz, patrzysz w stronę ukochanego i myślisz, ile byłabyś w stanie poświęcić, by go odzyskać. /lubimyczytac.pl

Fabuła powieści niby jest oklepana. No bo przecież, co nowego można powiedzieć o romansie? Wydaje się, że wszystko już było, jednak ostatnio, nowe, świeże autorki mnie zaskakują, bo potrafią pisać o miłości inaczej a często, co za tym idzie – lepiej. Fisher również należy do tego grona i przedstawia nam powieść oryginalną i pełną uczuć. Nie chcę zdradzać za dużo, bo sami musicie dojść do rozwiązania tej zagadki i tego co kryje się za tytułem tej opowieści, jednak jedno mogę powiedzieć i dużo osób się ze mną zgodzi: Wow. To była historia dopracowana w każdym szczególe, intrygująca i autentyczna, wręcz tak realistyczna, jakby rozgrywała się przed naszymi oczami. Główną rolę w całej fabule odgrywa romans, któremu towarzyszyły najgorsze ludzkie uczucia. I chyba to mnie tak w tej historii poruszyło. Ta namacalna realność.

Na pewno znacie te modele bohaterów z każdej opowieści o miłości. Częste są w tego typu historiach trójkąty (ostatnio pojawiły się czworokąty, nowa odmiana tego zjawiska) czyli dwóch mężczyzn, jedna kobieta, albo jak w tym wypadku – dwie kobiety i jeden mężczyzna. Oczywiście, taka mieszanka grozi wybuchem i nieporozumieniem, co ukazane jest naprawdę dobrze w tej powieści. Jednak chciałabym skupić się na cechach osobowości danych bohaterów, na tym jak są przedstawieni i oceniani. Nie wiem czy wszyscy o tym wiecie, ale odrzucono tę powieść w jej pierwszym szkicu, ponieważ Liv – główna bohaterka – okazała się zbyt brutalna jak na kobietę. Szczerze? Moim zdaniem ukazuje płeć piękną taką jaką jest. Być może dla niektórych będzie to postać kontrowersyjna, jednak dla mnie była świetnie skonstruowaną, bezczelną, pewną siebie i inteligentną kobietą czyli taką jakie lubię najbardziej. Tak jak Liv była brzytwą, tak przy niej Leah była delikatnym, pudrowo-różowym kwiatem, słodkim ale naprawdę irytującym. Nie mogę powiedzieć, że jej nie polubiłam, bo jest to bardzo dobrze skonstruowana osobowość, jednak cały czas trzymałam się strony Liv. A przyjaciółek się nie zdradza.
Główna postać męska, co ciekawe, nie jest ani przesłodzona ani zbyt inteligentna, jest po prostu w sam raz i dlatego wpadłam po uszy w zauroczenie. Ten charakter: połączenie sportowca i mądrali? Jeszcze z osobistymi grzeszkami? Jak go nie pokochać?

Autorka ma przepiękny styl pisania. Jej opisy są barwne, dialogi skonstruowane realistycznie i wciągająco, a styl pisania po prostu przyciąga nas do powieści. Co mnie ucieszyło, tłumaczenie nie ominęło przekleństw, co dodawało historii bardziej dojrzałego charakteru.

Nie ukrywajmy tego, jestem zachwycona ale też zaskoczona. Nie spodziewałam się takiej bomby uczuciowej, nie spodziewałam się takich barwnych i kreatywnych charakterów, nie spodziewałam się też tak wciągającej i realistycznej fabuły! Autorka pokazała, że jest mistrzynią nie tylko kreowania bohaterów ale też ukazywania nowych aspektów miłości. Jest inspirująco, jest oryginalnie, jest po prostu nie zapomnianie. Już szykuję miejsce na półce na kolejne powieści Tarryn Fisher i radzę Wam zrobić to samo, zaraz jak sięgniecie po Mimo moich win.

Mało oryginalna

Advertisements

13 thoughts on “Recenzja #135: Nigdy o mnie nie zapomnisz.

  1. A mnie nie porwała ta historia… i byłam tym faktem zrozpaczona 😦 Miałam tak wielkie nadzieje… a tu dupa! Więcej o tym w recenzji będzie, ale cieszę się, że tak wielu osobą się jednak podoba 🙂

    Lubię to

  2. Mam na nią wielką ochotę, sam fakt, że to książka przyjaciółki Hoover (którą bardzo lubię) to dla mnie wystarczająca rekomendacja.
    PS. Naprawdę pojawiły się już czworokąty? O rany! 😮 😀

    Lubię to

  3. Ojj, mi tam czworokąty nie przeszkadzają, w sumie wolę już je niż te nieszczęsne trójkąty XD
    Hmm muszę się przyjrzeć bliżej tej książce. Bohaterowie mogą dodać jej oryginalności, zwłaszcza ta silna postać kobieca mnie zachęca.

    Lubię to

  4. Tyle cudownych recenzji, piękna okładka… wprost muszę przeczytać tą powieść! Mam nadzieję, że uda mi się ją dopaść jak najszybciej, bo jest dosłownie wszędzie i czuje, że jeżeli jej nie przeczytam to oszaleję. 😉 Pozdrawiam!

    Lubię to

  5. Uwielbiam, wielbię i co tam jeszcze można dodać, postać Olivii. Jeszcze z taką bohaterką nigdy przedtem się nie spotkałam. Książka mnie nie zawiodła okazała się nawet lepsza niż moje oczekiwania. Obawiam się tylko kolejnej części, bo będzie to perspektywa Rudej, a jej po pierwszej nie cierpię Pozdrawiam 😉

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s