Recenzja #119: Jestem mieczem ze szkła, który powoli zaczyna pękać.

szklany-miecz,big,625420

Tytuł: Szklany miecz
Autor: Victoria Aveyard
Cykl: Czerwona królowa #2
Wydawnictwo: Otwarte (Moondrive)
Ilość stron: 560

Mam tak, że gdy kończę przeciętną, a nawet dobrą książkę, to tak naprawdę spływa to po mnie i bez problemu wracam do codziennego życia. Jednak, gdy przeczytam coś graniczącego z czymś idealnym, świetnie skonstruowanym i po prostu nieziemskim, to w moim sercu tworzy się ciemna, głęboka dziura. Tak jakbyście przeszyli je Mieczem i przekręcili nim kilka razy, albo po prostu przeczytali Szklany miecz.

Walka pomiędzy rosnącą w siłę armią rebeliantów a światem, w którym liczy się kolor krwi, przybiera na sile. Mare Barrow ma czerwoną krew, taką samą jak zwykli ludzie. Jednak jej zdolność kontrolowania błyskawic – nadprzyrodzona moc zarezerwowana dla Srebrnych – sprawia, że rządzący chcą wykorzystać dziewczynę jako broń.Mare odkrywa, że nie jest jedyną Czerwoną, która posiada umiejętności charakterystyczne dla Srebrnych. Są też inni. Ścigana przez okrutnego króla Mavena wyrusza na wyprawę, aby zrekrutować Czerwono-Srebrnych do armii powstańców gotowych walczyć o wolność. Wielu z nich straci życie, a zdrada stanie się chlebem powszednim. Mare musi też zmierzyć się z mrokiem, który ogarnął jej duszę. Czy sama stanie się potworem, którego próbuje pokonać? / bookgeek.pl

Zacznę od tego, że pisząc tę recenzję jestem bardzo rozemocjonowana i nie potrafię opanować drżenia rąk. Spodziewałam się czegoś przeciętnego, powtórki zCzerwonej Królowej, która była ”zlepkiem” najlepszych odpadków. Ot, niezła ale jednak kulejącą opowieść. Jednak spotkał mnie upadek z kilkunastu metrów, bo świat, historia i fabuła, wSzklanym mieczu są idealnie skonstruowane. Pojawia się tu cierpienie, determinacja, bunt, miłość, i wszystko to podane jest w odpowiedniej dawce. Można przyczepić się tego, że występują tu pewne wzory, które pojawiają się w dystopiach młodzieżowych. Ale bądźmy ze sobą szczerzy, gdzie ich teraz nie spotkamy? Na dokładkę – świat tak pochłania, że nie zwraca się uwagi na wpadki autorki. Podkreślę to jeszcze raz: fabuła zwala z nóg, od pierwszej strony, przez rozdziały, po epilog.Zakończenie zaś rozkrusza serce kawałek po kawałku, aż pozostanie po nim tylko pył.

Mare zmienia się. Nie jest już Mareen, nie jest też Mare z Palow, jest kimś kogo nie zna i nie wie jak się w tym wszystkim odnaleźć. Działa spontanicznie, a jest w tym tak bardzo ludzka i realna, tak jak jest zabójcza. Nie spotykamy się z miłą i potulną Czerwoną, nie spotykamy się też z bezduszną Srebrną, mamy przed sobą broń, która spycha uczucia gdzieś na bok, równocześnie czując, aż za dużo. W jej wnętrzu chaos jest tak ogromny i tak dojmujący, a przedstawienie tego przez autorkę tak dobre, że czasem chciałam zaklaskać z podziwu. Cal, jako jedna z ważniejszych postaci męskich, również nie został oszczędzony, traci wszystko i nie zyskuje tak naprawdę nic. Jego kreacja wyszła autorce równie świetnie co Mare. Znalazło się tu też kilka postaci, które pokochałam całym sercem, a potem je straciłam. Bo to nie jest już lekka i przyjemna lektura, to jest naprawdę krwawa i bezlitosna historia, niszcząca od wewnątrz.

Nie wiem dlaczego, ale pierwsze zatchnięcie ze stylem Victorii Aveyard odebrałam kompletnie inaczej. Czerwona Królowa była dla mnie bardzo naiwna i słaba. Za to drugie spotkanie z nią spowodowało, że zauważyłam jej talent, to czego nie widziałam wcześniej. Dialogi w Szklanym mieczu są pełne emocji, ukazują charaktery poszczególnych postaci, potrafią też przyprawić o łzy. Dodajmy do tego bardzo dobre opisy walk i wielobarwne krajobrazy, a otrzymamy książkę, którą, aż chce się pochłonąć.

Reasumując: Uwielbiam powieści, gdzie bohaterowie są wrakami samych siebie, próbującymi odratować to, co zostało. Uwielbiam gdy do gry wchodzą emocje, oddziałujące na czytelnika, i gdy pojawia się brutalność, która idealnie pasuje do fabuły. Wszystko to sprawiło, że zaczęłam doceniać serie Victorii Aveyard, bo nie potrafię przejść obojętnie obok takiego zakończenia, obok zniszczonej bezdusznej Mare, która traci siebie. Prawda jest taka, że nie miałam takiego kaca książkowego od bardzo dawna. Już dawno nie tęskniłam tak za żadnym bohaterem i jego światem, dlatego po prostu chwyćcie Szklany miecz w dłonie i czytajcie.

Recenzje przeczytać możecie również na bookgeek.pl 🙂
bannerZUZ2

Mało oryginalna

Reklamy

One thought on “Recenzja #119: Jestem mieczem ze szkła, który powoli zaczyna pękać.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s