Recenzja #100: Boję się takich książek.

Tytuł: Sanktuarium
Autor: Sarah Fine
Cykl: Strażnicy Z Krainy Cieni #1
Wydawnictwo: Jaguar
Ilość stron: 340

Gdy dowiedziałam się, że będę mogła zrecenzować Sanktuarium, to aż przeszedł mnie dreszcz. Uwielbiam światy, które są połączeniem wyobraźni autora z pewnymi wierzeniami. Gdy w końcu dostałam ją w swoje małe czytelnicze łapki, od razu zabrałam się za jej pochłanianie. To co poczułam na samym początku: przerażenie, potem: rozczarowanie, a na końcu: złość, że autorka tak zgniotła i zdeptała świetnie skonstruowany, z początku, świat.

Świat stworzony przez autorkę był nieco dziwny, jednak potrafił wciągnąć i miał naprawdę wielki potencjał. Jedyne, co trzeba zrobić z takim pomysłem, to umiejętnie wpleść go w fabułę. I tutaj jest pióro pogrzebane, bo niestety, fabuła niszczy wszystko. Nie tyle, że jest ona tak schematyczna, że aż boli. Jest też po prostu nudna. Wszystko ciągnie się bez większego sensu, nawet nie wiem, czy w tej powieści pojawia się punkt kulminacyjny, ponieważ panuje w niej wielki chaos. Tak, jakby autorka miała zbyt dużo pomysłów na to, jak rozwinąć dany wątek, aż w końcu wrzuciła wszystko do jednego worka i mocno nim potrząsnęła.

Nie dość, że rozwiązania fabularne są bardzo słabe, to kreacja bohaterów nie zachwyca. Główna heroina pozuje na wielką twardzielkę, której nie interesują zasady. Jednak w głębi duszy jest małą, przestraszoną dziewczynką. Wszystko byłoby dobrze, gdyby utrzymać wokół niej mgłę tajemnicy. Zamiast od razu podać na tacy jej problemy, stworzyć wokół niej atmosferę sekretu. Niestety zamiast świetnie skonstruowanej postaci wychodzi nam schematyczna i wręcz głupiutka dziewczyna, dla której głównym motorem napędowym jest miłość, która jest kolejnym wątkiem niewartym uwagi w tej powieści. Bohaterzy poboczni są równie irytujący, bije od nich schematem. Najlepsza przyjaciółka – typowa popularna dziewczyna z problemami, główna postać męska – wysportowany, piękny arogant o wielkim sercu, który rzuca wszystkie wyznawane dotychczasowo wartości, by być z tą jedyną, którą zna zaledwie tydzień. Nic więcej dodawać chyba nie muszę?

Dialogi to istna makabra. Nie wiem, czy to wina tłumaczenia czy autorki, ale po prostu są tak skonstruowane, że gdy się je czyta… one po prostu bolą. Nie współgrają ze sobą, są wręcz nierealistyczne. Opisy kluczowych scen są bez polotu, chaotyczne, czytelnik nie wie, co się w danej chwili dzieje. Cóż… niektórzy po prostu nie mają talentu.

Reasumując: Co ja czytałam? Znacie to wielkie rozczarowanie po tym, jak spodziewacie się czegoś wielkiego, a dostajecie jedno wielkie nic? Właśnie tak miałam w tym wypadku. Nie wiem, komu spodobałoby się Sanktuarium, ponieważ nie ma w nim nic, co zachęcało do przeczytania powieść do końca. Wszystko jest jednym wielkim schematem, który pojawia się w każdej przeciętnej młodzieżówce, a nie tego spodziewałam się po opisie z tyłu i po pomyśle na świat. Jestem zawiedziona i w sumie trochę przybita, bo starałam się doszukać jakiś pozytywów w tej historii, ale nie potrafię. Chyba, że ktoś lubi powtarzające się schematy, nudnych bohaterów i brak napięcia, wtedy serdecznie polecam.

Recenzję przeczytać też możecie na stronie bookgeek.pl

Mało oryginalna

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s