Recenzja #53: Igrzyska śmierci to nie są.

249189-352x500

Tytuł: Mroczne umysły
Autor: Alexandra Bracken
Seria: Mroczne umysły(?)
Wydawnictwo: Otwarte(Moondrive)
Ilość stron: 450
Cena empik.com: 29,99 zł

Jak dowiedziałam się, że wydawnictwo Otwarte szykuje kolejna pozycję antyutopijna do wydania to musiałam ją od razu mieć. Tak więc zamówiona wcześniej i dostarczoan przed oficjalna premierą – nie chciałam niczego bardziej niż ją zacząć. I zaczęłam i była chwila ekscytacji, by potem znieść mnie na ziemie i zacząc irytować.

„Spojrzałam w chmury, wystawiając twarz na deszcz. Miałam wrażenie, że to niebo spada na ziemie – kawałek po kawałku.”

Mam na imię Ruby.
Potrafię wedrzeć się do twojego umysłu, a nawet wymazać wspomnienia. Jako dziecko zostałam wysłana do obozu „rehabilitacyjnego” dla takich jak ja. Zieloni, Niebiescy, Żółci, Pomarańczowi, Czerwoni. Mroczne umysły. Zostałam przydzielona do Zielonych, ale w rzeczywistości jestem ostatnią z Pomarańczowych. Ukrywam to, żeby przetrwać./lubimyczytac.pl

„-No dalej, staruszku. Skręcaj, zanim nadejdzie kolejne milenium. To jeden z tych facetów, którzy mają czas… zaraz zacznie się golić i podziwiać krajobrazy.”

Świat stworzony przez autorkę, z założenia jest dobry, wręcz niezły. Dało by się czytać tą książkę, gdyby nie fabuła no i bohaterowie, ale o tym potem. Fabuła powinna być inna, rozpoczyna się świetnie, wręcz idealnie, ale potem zaczyna być gorzej i gorzej.. i gorzej. Nie można wrzucać do jednej książki, wszystkich swoich pomysłów, trzeba pozostać przy dwóch, trzech, nie można dawać ich dziesięciu! Przez to niektóre rzeczy zaczynają być bardzo naciągane wręcz nierealne. Końcówka szczerze? nie zaskoczyła mnie, ale rozumiem co chciała osiągnąć autorka – inaczej tej książki nie można było skończyć. Jednak na szczęście! nie skończyła się wielkim Candylandem i ślubem.

„To była chyba najsztuczniejsza próba wykrzesania z siebie odrobiny optymizmu od czasów, kiedy moja nauczycielka z podstawówki próbowała nam wmówić, że lepiej nam będzie bez kolegów z klasy, którzy umarli, ponieważ będzie mniej chętnych do huśtawek na placu zabaw.”

Co do charakterów pojawiających się w książce: autorka naoglądała sie zbyt dużo Glee, X-menów i Heroes. Postaci wręcz ściągnięte z seriali młodziezowych. Co dla mnie jest kompletnie niezoruzmiałe bo mogła zrobić naprawdę wyjątkowe i świetne kreacje bohaterów, miała naprawdę wachlarz możliwości przy takim świecie i fabule! Główna bohaterka – bardzo nie przypadła mi do gustu, z poczatku tak, byłam nią zachwycona, jednak potem staczała się coraz niżej. Była dla mnie zbyt głupiutka, zbyt ckliwa, zbyt naiwna, zbyt mało bystra, zbyt mało pewna siebie i zbyt mało doświadczona. Nie lubię takich bohaterów. Do tego jej przyjaciele, którzy mieli być tacy i tacy, byli szarzy, nijacy, nie wyróżniali się na tle innych bohaterów z książek dla młodzieży. Nie licząc Zu – ona była genialna. Jednak reszta – dla mnie zbyt mało oryginalnie i zbyt mało finezji w tym wszystkim.

„Nie martwię się bólem, ale czy kiedy ciało przestaje działać, człowiek nadal ejst w środku? Czy wie, że umarł?”

Styl autorki zgrzytów nie ma, jednak dialogi? Istna makabra. Są znów przerysowane, zbyt schematyczne. Bardzo źle zaprezenotwane relacje bohaterów. Nie wiem czy to z powodu tłumaczenia czy z powodu talentu pisarskiego autorki.

„Dlaczego jednak to co podpowiadało mi serce, kłóciło się z tym, co mówił rozum?”

Reasumując: Wydawnictwo Otwarte wydawało najlepsze książki antyutopijne. Jednak chyba poszli teraz za daleko. Ksiązka jest jak połączenie bajki dla dzieci z komiksem Marvela(bez obrazy dla Marvela, bo go kocham!) i powstaje bardzo złe połączenie, z którego nic dobrego nie wynika. Doceniam pomysł. Doceniam świat. Wiem jaki zamysł miała autorka. Jednak ten zamysł się tutaj nie sprawdził. Nie wykorzystała pani potencjału, bardzo mi przykro. Świat, fabuła i bohaterowie Lauren Oliver, Veronici Rossi czy Teherah Mafi są inną kategorią. Nie jest to ten poziom, chociaż powienien być. Nie chce dawać oceny, bo moge się mylić co do tej książki, jednak dałabym 2+/6.

Książka pochodzi z zasobów własnych.

Mało oryginalna

Advertisements

11 thoughts on “Recenzja #53: Igrzyska śmierci to nie są.

  1. Ostatnio sporo wychodzi podobnych, „oryginalnych” młodzieżówek, które zamiast już pozytywnie zaskakiwać po prostu zawodzą. Lepiej trzymać się godnej postapokaliptyczno-dystopijnej klasyki 😀

    Lubię to

    1. Jest! Kolejna osoba uratowana! 😀 Ogółem to jeśli chciałabyś ją mocno przeczytać, to ja się bardzo chętnie jej pozbędę, tylko mi zajmuje miejsce na półce xd

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s