Recenzja #47: Dać mi choć trochę Raksji!(Raksja – narkotyk, który ożywia Klony)

189219-352x500

Tytuł: Beta
Autor: Rachel Cohn
Seria: Beta(?) Dominium(?)
Wydawnictwo: Czarna Owca
Ilość stron: 320
Cena empik.com: 27,99 zł

Już od dłuższego czasu czaiłam się na Betę. Ogladałam, patrzyłam, jednak nie kupowałam, aż w końcu! Dostałam ją do dziadka w prezencie. Nie ma to jak sponsorzy!

„Z bliska wydają się jednak puste. Dlatego ludzie raczej unikają patrzenia nam w oczy, co – jak mi uświadomiono – uchodzi za towarzyski nietakt: oczy, w których nie widać duszy, są przerażające dla oczu, z których dusza wyziera.”

Elizję stworzono po to, by służyła mieszkańcom Dominium, rajskiej wyspy, na której mieszkają najbogatsi ludzie na Ziemi. Szesnastolatka jest klonem bez emocji, które mogłyby ją odrywać od bycia opiekunką dzieci gubernatora. Kiedy jednak spotyka Tahira, wspaniałego, enigmatycznego młodzieńca, pochodzącego z jednej z najbardziej wpływowych rodzin, niespodziewane emocje zaczynają pojawiać się w jej umyśle. Elizja nie rozumie, co się z nią dzieje, nie wie, jak sobie radzić z czymś, czego nigdy się nie spodziewała. Jeżeli inni dowiedzą się o tym, że Elizja potrafi kochać, czeka ją przerażający los. Ale pożądanie do Tahira jest zbyt silne, by móc je ignorować. Gdy okrutny los ich rozdziela, dziewczyna postanawia uciec, bez względu na koszty!/lubimyczytac.pl

„To problem pustyni. Nie ludzi. Pustynia się dostosowuje. Ludzie się dostosowują. Żyją. Umierają. Walczą. Cierpią. Tworzą. Ludzie w prawdziwym świecie, poza pasem Dominium, nie są wcale doskonałymi mechanizmami jak to wszystko tutaj.”

Cała otoczka, wyspy, która jest tylko dla elit i każdy by chciał na niej żyć, a na kontynencie walczą o życie w nowych mistach, które znajdują się w dziwnych miejscach np. w środku pustyni, podobała mi się. Byłam nią z lekka oczarowana, a do tego doszły klony, które zachowywały się jak ludzie! Dla mnie niby idealnie, jednak… zawsze musi być jednak i w tym wypadku dotyczy to głównej bohaterki oraz zawirowań na końcu książki, które dawały bardzo dobry efekt, dopóki autorka nie zaczęła przeginać i nie spadła na samo dno tandety i głupoty. Fabuła niezła, naprawdę byłam wniebowzięta, chociaż glówny wątek skupiał się wokół miłości klona i człowieka, jednak potem zaczynały się schody i właśnie od tych schodów zaczęłam zakochiwać się w Becie. A potem z nich spadłam i moja opinia diametralnie się zmieniła.

„Rozpacz”. Dogłębne psychiczne cierpienie na skutek zranienia lub straty, przeszywające smutek, bolesny żal. „Odwet”. Odpłacić, zwłaszcza złem za zło.”

Główna bohaterka, bardzo ale to bardzo wkurzające stworzenie, którego nie potrafiłam zdzierżyć. Podobała mi się z początku, gdy była taka zagubiona i niewinna, jednak potem gdy powinna zacząć się zmieniać i buntować, zaczęła mnie mocno irytować. Zamiast skupiać się na wolności, skupiła sie na romansowaniu z chłopakiem, który, teraz spoiler, potem znika. Na końcu książki, znów zyskała mój szacunek, by potem kolejny raz, jeszcze bardziej oszałamiająco, go stracić. Wychodzi tutaj na jaw głupota autorki, która chciała połączyć milion wątków w jeden, by zrobić super książkę. Szczerze? Gówno z tego wyszło.

„Jaką grę prowadzi ze mną ten przedstawiciel rasy panów, prosząc mnie o rozgrzeszenie?”

Styl i język był dobry. Dialogi przenikały się. Relacje bohaterów opisane sa jak najbardziej właściwie i lekko się czytało.

„Musze się tego pozbyć. Musze mieć na własność choć cząstkę siebie.”

Reasumując: Zabić autorkę proszę i napisać to od początku. Świat był bardzo dobry, był wręcz idealny do popisów pisarskich, jednak fabuła, która miała mówić o wszystkim, mówiła tak naprawde o niczym. Nie lepiej skupic się na jednym wątku i go ciągnąć? Nie lepiej napisać dłuższą powieść i bardziej ją rozbudować niż miescić wszystkie pomysły na 300 stronach? Oczywiście będzie kontynuacja i pewnie jak się nadarzy okazja przeczytam ją, jednak jestem zniesmaczona takim podejściem do pisania. Tak samo miałam z „Spróbujmy jeszcze raz” Abbi Glines. Dziękuję za świat, jednak fabuła do luftu, daję 2/6.

Książka pochodzi z zasobów własnych.

Mało oryginalna

Reklamy

One thought on “Recenzja #47: Dać mi choć trochę Raksji!(Raksja – narkotyk, który ożywia Klony)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s