Recenzja #11: Burza nadciąga.

Burza nadciąga.

Tytuł: Przez burze ognia
Autor: Veronica Rossi
Seria: Jakaś jest ale nie ma konkretnej nazwy.
Wydawnictwo: Otwarte(Moondrive)
Ilość stron: 362
Cena empik.com: 26, 18 zł

Są książki, które czytamy i niby nam się podobają, ale w pewnym momencie przerywamy ich lekturę i kończymy na tym naszą przygodę. Powieść sobie leży, kurzy się, aż w pewnym momencie jak mamy czas dochodzimy do wniosku, że ją skończymy, i wtedy nadchodzi olśnienie, bo powieść nas porywa i nie chce wypuścić i nagle uświadamiasz sobie jaki byłeś głupi, że nie chciałeś jej skończyć!

„Przeżyła na zewnątrz.[…] Teraz wiedziała jak kochać i jak pozwolić odejść. Cokolwiek się zdarzy też da sobie radę.”

Aria żyje w Reverie – rozwiniętym technologicznie świecie oddzielonym od dzikiej natury szczelną kopułą. Jak wszyscy Osadnicy spędza czas w wirtualnych Sferach dostępnych tylko za pomocą specjalnego Wizjera. Kiedy zostaje wygnana za przestępstwo, którego nie popełniła, wie, że śmierć jest blisko.
Perry jako Wykluczony musi walczyć o przetrwanie w brutalnym świecie plemiennych wojen, kanibali i eterowych burz. Udaje mu się przeżyć tylko dzięki wyjątkowym zmysłom pozwalającym wyczuć niebezpieczeństwo i ludzkie emocje.
Drogi Arii i Perry’ego się przecinają. Tylko Perry może ocalić dziewczynę od śmierci. Tylko Aria może pomóc mu odkupić winy. Razem rozpoczynają niebezpieczną podróż…/empik.com

„Dla tych, których kochamy, potrafimy być najokrutniejsi.”

Bohaterowie. No co mam powiedzieć? Bardzo barwne, mega dobrze skrojone i przedstawione. Porzuciłam tą powieść na początku bo nie podobała mi się Aria, bardzo nie lubiłam jej jako pięknej śpiewaczki, która żyje sobie w Sferach, ble! Ale potem ona staje się zupełnie inna osobą, i właśnie tę Arię pokochałam. Całym sercem. Do tego główna rola męska – Perry, na początku mnie odrzucał, przez jego rozdziały nie mogłam przebrnąć, ale  potem jakoś się otworzył, zmienił się wraz z Arią. I chyba kocham bardziej ich duet niż każde z osobna.

Jak już wiadomo, poszukuję oryginalności. A niestety, jakoś tej oryginalności tu nie znajduje. Niby wszystko mi się w fabule podoba, i mega dobra końcówka, która porusza serducho, ale po prostu oprócz Sfer i plemion, nie widzę tutaj nic co poruszyłoby moją uwagę. Ot co, historia miłosna, ludzi którzy nie powinni się kochać. I jest to przedstawione bardzo dobrze, wręcz lepiej niż w większości powieści, ale mnie to nie rusza. Może za dużo naczytałam się książek tego typu, i jestem już bardzo przewrażliwiona, albo po prostu ta książka jest jaka jest.

„- A ile według ciebie mam lat? – Nie znam się na skamielinach, ale dałabym ci pięćdziesiąt, może sześćdziesiąt tysięcy. – Mam osiemnaście lat.”

Książka jest napisana bardzo dobrze. Jednak błędem jest to, że nie wciąga. Napisana jest takim językiem, że wszystko przykuwa naszą uwagę, oprócz tekstu przed nami. Wciągają nas bohaterowie i fabuła, ale nie sam tekst. Chyba to zdanie nie miało sensu, ale jest to najzupełniejsza prawda. Tekst nie przyciąga. Nie inaczej jest z okładką, bo na pierwszy rzut oka, podobała mi się. Jednak gdy przyjrzałam się dziewczynie z przodu, doszłam do wniosku, że wygląda beznadziejnie, z tym paskiem, wyglądającym jak gorset, o co tutaj chodzi? Ale ładnie napisany jest tytuł i tekst z tyłu okładki. To się chwali.

„- Kiedy mówiłaś o moich Znaczeniach… moich tatuażach – mówił dalej – byłaś na dobrym tropie. – Podniósł wzrok i spojrzał jej w oczy. – Na imię mi Peregrine. Peregryn to sokół wędrowny. Wszyscy mówią mi Perry.”

Reasumując: Książka jest.. jaka jest. Nie potrafię stwierdzić czy jest dobra czy zła. Nie pojawia się w nich nic nowego, tylko świat przedstawiony się zmienia. Bohaterowie mnie urzekli nie powiem, ale to dopiero pod koniec książki. Wciągnęłam się od 150 strony, i do tego przeczytanie Przez burze ognia, zajęło mi bardzo dużo czasu, jeśli popatrzymy jeszcze na to, ile czasu książka się kurzyła. Jestem trochę rozczarowana, trochę zbulwersowana a troszeczkę oczarowana. Książka ogólnie dobra, ale nic wielkiego, daje… 4/6? To jest chyba optymalna ocena.

Książka pochodzi z zasobów własnych.

Mało oryginalna

Reklamy

6 thoughts on “Recenzja #11: Burza nadciąga.

    1. Ojj no ja też tak miałam, ale w końcu chciałam zmniejszyć stosik „książek zaczętych i nie skończonych” i zajęłam się nią. No i wyszło jak wyszło 😀 Jak dodasz recenzje to chętnie przeczytam bo jestem ciekawa co będziesz o niej myśleć! 🙂

      Lubię to

    1. W sumie wiesz ja się chyba za dużo takiego typu książek naczytałam… Możesz sięgnąć, zobaczyć sama, naprawdę, ciebie może wciągnąć a ja się mogę mylić 😀

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s