Recenzja #7: Wiem jak blisko jest śmierć.

Wiem jak blisko jest śmierć.

Tytuł: Niebo jest wszędzie
Autor: Jandy Nelson
Seria: Brak
Wydawnictwo: Amber
Ilość stron: 366
Cena empik.com: 24,99 zł

Niektóre książki tak po prostu wpadają w ręce. Znajdujemy taką u znajomego lub w bibliotece i po prostu ją czytamy, bo wiemy, że będzie to lekka i miła opowiastka. Nie wymagamy od lektury niczego oryginalnego, i tak było z Niebo jest wszędzie, jednak okazało się, że jest to powieść całkiem inna od moich wyobrażeń.

„Ja nie mogę mówić. Potrzebowałabym nowego alfabetu, składającego się z upadku, z przesunięć płyt tektonicznych, z głębokiej pożerającej wszystko ciemności.”

Siedemnastoletnia Lennie jest załamana po niespodziewanej śmierci starszej siostry. Jedyną osobą, przy której czuje mniejszy ból, jest chłopak siostry, Toby, który cierpi tak samo jak ona. Są ze sobą coraz częściej, coraz bliżej. Nic nie mogą na to poradzić – ani na potworne wyrzuty sumienia.
Wszystko staje się jeszcze bardziej trudne, gdy w szkole zjawia się nowy chłopak, Joe. A Lennie z przerażeniem odkrywa, że nie może przestać myśleć o jego czarnych oczach i miękkich ustach…
Czy można tak cierpieć po stracie siostry i myśleć o jej chłopaku? Rozpaczać i równocześnie być tak szczęśliwą?
A może miłość jest właśnie po to, by nie dać się prześladować temu, co przepadło, i tylko trwać w zachwycie nad tym, co jest…/empik.com

„Cokolwiek to było, cokolwiek mieliśmy znaleźć tego dnia w lesie z panem Jamesem, czy było to zatracenie, czy pasja, czy nowatorskie podejście, czy po prostu odwaga, Joe to ma.
Jego tyłek unosi wiatr, mój siedzi na krześle w drugim rzędzie.”

Bohaterowie są… albo powiem inaczej bohaterka jest INNA. Jest dosyć dziwna, i spodziewając się załamanej nerwowo dziewczyny, napotkałam duszącą w sobie smutek, udającą uśmiech dziewczynę. Było to coś dla mnie niespotykanego, żeby dusić w sobie smutek, trzeba być odważnym a ja uwielbiam odważne bohaterki. DO tego zostawiała wszędzie swoje wiersze, co było bardzo interesującym posunięciem. Role męskie mnie nie zachwyciły. Chociaż niby lubię takie postacie, jednak niestety jakoś mnie nie urzekły.

„I będę udawać, że rym: siedzę na drzewie” do całuje ciebie” nie przyszedł mi właśnie do głowy.”

Fabuła, eh. No niby nie mam się czego przyczepić. Bo wszystko ładnie i zgrabnie, jednak bardzo schematycznie. Aż za bardzo. DO tego(uwaga spoiler!), czemu nie była z Tobym? No proszę no! Łączyli się w bólu po siostrze srutututu, ale no ej! niby wielki ogień buchał w niej kiedy go widziała.. No ale tak to pogodzenie się ze śmiercią i przepraszanie Joego były bardzo dobrze rozegrane, gdyby nie schematyczność.

„Jest opaloną dziewczyną z plaży która udaje gotogrungepunkhippirockemotrashmetalowegomodowegofrika-mózgowcazchcicąnachłopakówwalniętąhiphopowąrastamankę, żeby się z tym nie zdradzić.”

Styl i język, bardzo dobry, młodzieżowy. Zwroty używane w języku potocznym z lekkim komizmem, bardzo ładnie rozpisane i uważam, że tłumacze polscy odwalili kawał dobrej roboty.
Muszę skomentować, a najczęściej tego nie robię, okładkę i wnętrze książki, bo moim zdaniem to bardzo ciekawe zjawisko. Okładka mnie nie przyciągnęła jakoś, jednak wnętrze jest genialne! Zamiast zwykłego czarnego tuszu użyto tuszu niebieskiego, i rozdziały zostały rozdzielone kartkami z chmurami, dzięki czemu można poczuć się jak w niebie(hehe, taki żarcik).

„Kiedy Sarah się nakręca, w jej wypowiedziach pojawiają się przypadkowe zwierzęta, jakby miała zespół Tourette’a z odchyleniem w stronę Stary Donald Farmę Miał.”

Reasumując: Książka jest dobra jeśli nie wymagamy za dużo wysiłku od lektury. Porusza ważny problem pogodzenia się ze śmiercią, jednak jest on przedstawiony delikatnie i zabawnie. Książka do pośmiania się, opowiadająca o miłości do drugiego człowieka. Błędem jest brak oryginalności, można by trochę zaostrzyć ząbki dodając sceny z Tobym, jednak autorka postawiła na przekazanie wszystkiego bardzo delikatnie. Dla mnie brak oryginalności fabuły to dużo błąd, książkę oceniam na 4/6, bo śmiałam się przy większości scen, aż mnie brzuch nie rozbolał, no i wciągnęłam się, bo bohaterka mnie ujęła.

„Chodziło mi o to, że wiem, jak blisko jest śmierć. Jak się czai. A kto chce to wiedzieć? Kto chce wiedzieć, że jesteśmy zaledwie jeden beztroski oddech od własnego końca? Kto chce wiedzieć, że osoba, którą kochasz, której potrzebujesz najbardziej, może po prostu zniknąć na zawsze?”

Książkę bezkarnie ukradłam z biblioteki mojej ciotki.

Mało oryginalna

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s